Julia Roberts gościem Yoli



Julia Roberts: Cześć Yola, jesteś Polką? Tak? Hm... Co ja potrafię po polsku... O! już wiem - "Jak się masz?"
 
Yola Czaderska-Hayek: Znakomicie! Wydaje mi się, że rola w "Erin Brockovich" jest jedną z najlepszych w twojej karierze. Zupełnie inna Julia Roberts jest w "The Mexican". Zabawniejsza i bardzo kobieca. Czemu zdecydowałaś się na tę rolę?

Bardzo mi miło, że tak mówisz. Bardzo chciałam właśnie tak zagrać tę rolę. Uwielbiam pracować ze Stevenem Soderberghem i praca przy tak znakomitym filmie, jak "Erin Brockovich", była niezapomnianym doświadczeniem. Jeszcze nigdy nie znalazłam się w tak szczęśliwym i kreatywnym miejscu. Kiedy otrzymałam scenariusz "The Mexican", pomyślałam, że jest naprawdę oryginalny i stwierdziłam, że mówi o bliskich mi tematach takich, jak: prawdziwa miłość i przeznaczenie. Każda z tych ról wymagała ode mnie innych umiejętności. Inspirujące było również to, że "The Mexican" jest dużym obrazem, składającym się z mniejszych obrazków, że wykorzystuje konwencje różnych gatunków filmowych. Praca z Bradem i Gorem oraz Jamesem Gandolfinim, który zgodził się zagrać Leroya, była rewelacyjna.
 
Czy praca z nowym reżyserem jest inna, może bardziej ekscytująca?
 
Na początku nie wiedziałam, kim jest Gore Verbinski i nie widziałam jego filmów. Tak naprawdę to Steven Soderbergh spytał mnie, czy nie widziałam filmu "Polowanie na mysz". Powiedział mi, że powinnam go obejrzeć. Oczywiście zrobiłam to i okazało się, że to bardzo nowatorski, mądry i słodki film. Poprosiłam Gore'a, żeby opowiedział mi historię "The Mexican". Zrobił to i był tak przekonujący, że powiedziałam mu: Jeżeli to jest film, który chcesz zrobić, to zagram tę dziewczynę. Potem przeczytałam scenariusz i pomyślałam, że jest naprawdę inspirujący.
 
Kiedy aktor zaczyna karierę, jest w nim taki cudowny entuzjazm. Wszystko, co robi, wydaje mu się wspaniałe. W miarę przemijania czasu zaczyna stawać się materialistą. Czy po tych 13,14 latach przygody z aktorstwem, kiedy jesteś naprawdę na szczycie, czy wciąż sprawia ci to przyjemność? Czy wciąż odczuwasz ten sam dreszczyk, kiedy zaczynasz pracę, czy może stało się to bardziej na zasadzie, żeby tylko dużo zarobić?
 
Absolutnie nie traktuję tego w kategoriach materialnych. Teraz mogę naprawdę pracować szczęśliwa. Czuję się też bardziej doświadczona. Mogę grać takie role, które leżą w mojej naturze. Na początku był pewien rodzaj ekscytującej niepewności i ślepego trafu oraz nadziei, że przetrwam dzień. Teraz jestem bardziej pewna siebie, wiem, że dam sobie radę.
 
Jak myślisz, skąd to poczucie pewności się wzięło?
 
Nie jestem zbyt pewna siebie, to raczej pewność w rozpoznawaniu wyzwań. Kiedy zauważa się problem, jest się już w połowie drogi do jego rozwiązania. Ze mną jest podobnie. Jeżeli poznam wyzwanie, to jestem w stanie je przyjąć. Myślę, że to jakoś tak właśnie wygląda.
 
Wydaje mi się, że za każdym razem kiedy cię widzę, zarówno w filmach, jak i w innych sytuacjach - prywatnych i publicznych, masz zawsze inną fryzurę. Czasami nawet inny kolor włosów. Byłam ciekawa, czy jest to twój pomysł, czy inni decydują, jak mają wyglądać twoje włosy?
 
Nie, to ja. Nie sprawia mi to jakiejś specjalnej przyjemności. Ja po prostu muszę ciągle coś zmieniać. Zmiana koloru jest z reguły podstawą w pracy. Zmiana stylu uczesania to mój kaprys.
 
Wygląda na to, że nie lubisz planować za dużo. Tymczasem, kiedy się z kimś zwiążesz, ludzie wręcz czekają na ślub i oczywiście na rozwód zaraz potem. A ty przecież chciałabyś być romantyczna.
 
Przekonałam się, że można być romantycznym nawet w tym środowisku. Wiem, że ze względu na moją pracę moje związki stają się sprawą publiczną. Jednak myślę, że jestem niesłychanie romantyczna. Znalazłam się chyba w takim miejscu mojego życia, że zdałam sobie sprawę z tego, iż nie muszę być uprzejma dla wszystkich przez cały czas i że nie powinnam im o wszystkim mówić. Mogę walczyć o swoją prywatność, dbać o romantyczność w swoich związkach.
 
Czy wierzysz w motyw miłosny z "The Mexican"?
 
Tak, wierzę w to. Myślę, że sposób, w jaki w tym filmie wyrażamy nasze opinie na temat miłości, jest interesujący. Jednocześnie jest jednak bardzo indywidualnym spojrzeniem na to uczucie. Sądzę, że jeżeli kogoś się kocha, wierzy się w związek z tą osobą, to należy włożyć cały swój wysiłek, by tę miłość zachować.
 
Masz 30 lat i jak większość z nas przechodziłaś wzloty i upadki. Czego nauczyły cię te wszystkie przejścia. Czego najbardziej oczekujesz od życia?
 
Nie jestem człowiekiem zapatrzonym w przyszłość. Uważam, że jeżeli będzie się wyglądać za daleko w przyszłość można stracić to, co jest dzisiaj. Mogę tu siedzieć i myśleć o oceanie, czy o tym, która jest godzina w Nowym Jorku. Czy Benjamin jest już w domu? OK. Moja siostra może do niego zadzwonić. Poszli na kolację. Ooo, tak bym chciała tam być. Ale jestem tutaj razem z tobą. Może i powinnam być teraz razem z rodziną, ale wiesz co? Nie będę o tym myślała. Zamierzam być tu razem z tobą i miło spędzić czas. Czy zmieniłam się przez te ostatnie 5 lat? Tak, dziś jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej.
 
Początkowo "The Mexican" miał być produkcją niskobudżetową (ok. 8 mln USD). Czy kiedy zdecydowałaś się na zagranie głównej roli, wpływałaś w jakiś sposób na zamianę scenariusza? Czy dodawałaś może jakieś swoje pomysły?
 
Zmiany, które wystąpiły, były po prostu wynikiem postępu prac nad filmem. I były naprawdę niewielkie. Każdy z nas miał w tym udział . Malutkie zmiany, które sprawiały, że film stawał się jeszcze zabawniej i bardziej interesujący. To był bardzo dobry scenariusz od początku, a największą zmianą było objęcie głównych ról przeze mnie i Brada.
 
Co się stało z projektem "Pretty Woman 2" ? Czy wciąż nad nim pracują, czy pomył został zarzucony całkowicie?
 
Nigdy nikt nad nim nie zaczął pracować. Co roku pytałam i miałam nadzieje, że powstanie, ale obawiam się, że moje zainteresowanie to za mało, żeby ten projekt powstał.
 
Jak rozumiem "The Mexican" był jednym z tych filmów, których produkcja była bardzo przyspieszona przez wzgląd na zapowiadane strajki aktorów. Zastanawiam się, jakie są twoje przemyślenia na temat tego strajku i czy w jakiś sposób to ciebie dotyczy?
 
Nie, ale wraz z Bradem i Jamesem przeprowadziliśmy ciekawą rozmowę na temat naszych znajomych, którzy są aktorami i którzy przez różne przeciwności wykorzystują swój talent raczej sporadycznie. Martwi mnie w związku ze strajkiem pewna sprawa. Otóż kiedy ludzie czytają o tym w gazetach, kiedy widzą to w telewizji, myślą, że aktorzy strajkują, żeby zarabiać więcej pieniędzy. Wyobrażają sobie Toma Hanksa, Brada Pitta, mnie, czy Jodie Foster, że narzekamy, na nasze "małe" zarobki. I przez to nie zauważają, że aktorzy to olbrzymi związek i tylko maleńka grupa zarabia tak absurdalnie dużo jak my. Mam nadzieję, że ludzie potrafią zauważyć, że jest ogromna liczba aktorów, którzy żyją od wypłaty do wypłaty i od pracy do pracy. I że potrzebują zapewnienia świadczeń i regularnych wypłat. Strajk jeszcze się nie odbył, więc na razie spekulujemy, ale jeśli dojdzie on do skutku, mam nadzieję, że ludzie będą mogli wyraźnie zobaczyć, że ma umożliwić tym ludziom zajęcie się tym, co kochają.
 
Związek między tobą a Bradem w filmie był wspaniały, podobnie jak w związku z Jamesem Gandolfinim. Nie jestem pewna, która para bawiła mnie bardziej. Byłam zdziwiona, że twoja bohaterka spędza więcej czasu na ekranie z Gandolfinim niż z Bradem. Odkąd pracujesz z Bradem na planie filmu "Ocean Eleven" wygląda na to, że będziecie pracować ze sobą regularnie.
 
Chciałabym zobaczyć to na piśmie. Znam Brada już bardzo długo i myślę, że mamy wiele wspólnego. To było ekscytujące przeżycie i rzeczywiście miałam wobec niego wysokie wymagania, jako od aktora, ponieważ widziałam większość jego filmów i uważam, że jest naprawdę świetnym aktorem. Jego gra mnie po prostu oszołomiła. Kocham go jeszcze bardziej jako przyjaciela i brata. Jest on osobą, która cieszy się swoim życiem i samym sobą i faktycznie dzieli się tym szczęściem z innymi.
 
Jak reagujesz na to, że ludzie traktują cię niemalże jak boginię? W każdym kręgu ludzi w jakim się znalazłam, jak tylko zostało wspomniane twoje imię, reakcja zawsze była taka sama: oo, ona jest fantastyczna. Co najbardziej lubisz w sobie?
 
Jestem zbyt skromna, żeby odpowiedzieć. Jestem całkiem normalną osobą.
 
Jakie było twoje najgorsze doświadczenie w pracy z reżyserem ?
 
Zaczynałam pracować, a atmosfera na planie zaczynała się robić taka, że w końcu zaczęłam płakać, jakbym była dwunastolatką. Po prostu myślałam, że nie dam rady. Nie miałam energii, aby temu podołać. To był brak zaufania. Tak się zdarza, kiedy czuję, że reżyser nie ma pewności siebie. To naprawdę utrudnia pracę, bo reżyser jest właśnie tą osobą, której dzień po dniu, scena po scenie chce się zaimponować. Kiedy nie można się z reżyserem w tej kwestii porozumieć, to cała praca idzie na marne.
 
Jak się dowiedziałaś o nominacji do Oscara? Jak byłaś ubrana o 5 rano i jaka była twoja pierwsza reakcja?
 
Benjamin zadzwonił do mnie i mi o tym powiedział. Byłam oczywiście w piżamie i całkowicie zaspana.
 
Jaka była twoja pierwsza reakcja?
 
Cóż, spałam dopiero od godziny, więc byłam w takim stanie, że nie wiedziałam co się dzieje. Ale strasznie się ucieszyłam, że to właśnie on do mnie zadzwonił z tą informacją. Fantastycznie, ze to właśnie on zadzwonił zanim ktokolwiek inny to zrobił. W domu spała ze mną moja 10-letnią bratanica, która była o wiele bardziej zaspana niż ja. Powiedziałam jej o mojej nominacji, a ona tylko wydała z siebie bardzo zaspany pisk, odwróciła się na drugą stronę i usnęła. Chwilkę porozmawiałam z Benjaminem i wróciłam do łóżka.
 
Około 10 lat temu poróżniłaś się ze Stevenem Spielbergiem, z którym pracowałaś na planie filmu "Hook".
 
Oh, ja nie. On...
 
Opowiadałaś o tym w prasie
 
W ten sposób? Nie, to on miał do mnie pretensje.
 
Ale teraz zagrałaś w "The Mexican" wyprodukowanym w jego firmie. Zastanawiałam się, czy wasze stosunki są już naprawione i czym mogłabyś zrobić film dla niego.
 
Nigdy nie czułam, żeby było coś do naprawiania.
 
Ale przypuszczalnie miałaś z nim jakiś kontakt podczas kręcenia filmu?
 
Nie
 
Nie rozmawiałaś z nim od czasu Hooka?
 
Nasze drogi nie przecięły się od tamtej pory. Nie dzwonię też do niego do domu.



[Yola Czaderska-Hayek]