Gore Verbinski gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: "The Mexican" był planowany jako niskobudżetowe przedsięwzięcie filmowe, tymczasem niespodziewanie zainteresowali się nim Julia i Brad. Jak do tego doszło?
 
Gore Verbinski: Właściwie laury należą się scenariuszowi Joela Wymana. Przysłał mi go Lawrence Bender i pokochałem go z miejsca. Newmarket, który finansował ten projekt zasugerował, żeby zwrócić się z nim do wytwórni DreamWorks, która poszukiwała filmu do dystrybucji.

Więc zaczęliśmy przygotowywać się do produkcji. Mieliśmy bardzo mały budżet. W rzeczy samej mieliśmy zrobić film za 35 mln USD. To mniej, niż ich dotychczasowe standardowe wynagrodzenie. Sprawdzaliśmy właśnie Meksyk, kiedy w ostatniej chwili przed planowaną obsadą Jeffrey Katzenberg dał mi dwa tygodnie, żeby przyciągnąć do tego filmu wielkie gwiazdy, ponieważ jest to świetny scenariusz. Pod koniec tych dwóch tygodni powiedział, że zamierzają spotkać się z Julią Roberts, która przeczytała scenariusz i się jej spodobał. Brad Pitt przeczytał go jeszcze zanim Julia go podpisała. Wiedziałem, że ta dwójka próbowała zrobić wspólny film od dłuższego czasu. Ten scenariusz nie powstał z myślą o nich.
 
Podczas naszej wcześniejszej rozmowy powiedziałeś, że jesteś pod bardzo dużym wpływem filmu Peckinpaha - "Dajcie mi głowę Alfredo Garcii". Zastanawiałam się nad tym, co cię łączy z Peckinpahem, co cię inspirowało w tym projekcie?
 
Cóż, dwie rzeczy. Podoba mi się jego sposób przedstawiania Meksyku. Po drugie wykorzystaliśmy jego styl robienia filmów, żeby stworzyć własny.
 
Czy Poza tym filmem w jakiś sposób próbowałeś poznać Meksyk? Jak chciałeś go przedstawić widzom?
 
Scenariusz opowiada o przestępcach z obu stron granicy. Historia pistoletu jest całkowicie zmyślona. Jest to opowieść, która zmienia się w każdej relacji. Kiedy przyjechałem do Meksyku zacząłem robić rekonesans do filmu i zobaczyłem gości jeżdżących na podwoziach. Mówili, że wystarczy wziąć karton, usiąść za kierownicą w goglach i jechać. To tak jakby żyło się w filmie Felliniego, bo jedzie się autostradą na środku pustyni 100 km/h i spotyka się gościa jadącego podwoziem. Zapytałem tłumacza co to jest, a on mi powiedział: no cóż, jest tu fabryka, która produkuje podwozia. Chciałem pokazać ludziom właśnie taki klimat Meksyku - jak w tej anegdocie.
 
W dwóch scenach filmu Julia i Brad kłócą się ze sobą niesłychanie. Zastanawiałam się czy w jakiś sposób nimi kierowałeś? Czy próbowałeś ich np. powstrzymywać albo denerwować, czy raczej grali to w sposób jakiego od nich oczekiwałeś?
 
Sądzę, że ich znajomość, która trwa już długo, miała na to znaczący wpływ. Ukazały się jakieś demony przeszłości i w ten sposób te kłótnie wypadły bardzo realnie
 
Która scena była najtrudniejsza do reżyserowania?
 
Najtrudniejsza? Mam swoją ulubioną scenę z Julią Roberts, ulubioną scenę z Jamesem, ulubioną scenę z Bradem, ale dla mnie największym wyzwaniem były retrospekcje, historia pistoletu - ponieważ mieliśmy na to bardzo mało czasu. Mieliśmy do dyspozycji takie ręczne kamery na korbę (firmy Panavision). Filmując taką kamerą pilnujesz jednocześnie, aby prędkość przesuwania się klatek mieściła się między 18 a 30 klatek na sekundę. Kiedy robisz film w Los Angeles masz do dyspozycji 400 ludzi, samochody kampingowe, wysięgniki z kamerami - niemalże armię. W Real de Catroce nie można było przecisnąć wysięgników z kamerami przez tunel, tak samo z samochodami kampingowymi. Nasz generator utknął 3 razy. Musieliśmy spłaszczyć opony i wywlec go przez ten tunel.
 
Jak trudne było przestawienie się z kręcenia reklam Budweisera na reżyserowanie takich megagwiazd jak Julia I Brad. Czy konsultowałeś się z reżyserami, którzy wcześniej z nimi pracowali?
 
To bardzo dobre pytanie. Zarówno Julia, Brad, jak i James sprawili , że praca z nimi była bardzo łatwa. Są bardzo dobrzy w tym co robią. Oczywiście zaprosiłem Stevena Soderbergha na lunch i spytałem jak wygląda "książka kodów" Julii. Podobnie było z Davidem Fincherem, który jest moim przyjacielem. Rozmawialiśmy o sposobie pracy różnych aktorów. Jednak każdy ma własny sposób pracy. Korzystałem z rad gdzie tylko się dało. Co zaś się tyczy pracy przy reklamach, to gdybyś powiedziała mi podczas moich studiów w szkole filmowej, że będę robił reklamówki, to równie dobrze mogłabyś mnie zabić, gdyż nie chciałem mieć nic wspólnego z reklamą. Jednak mimo, iż nie ma to wiele wspólnego z prawdziwą reżyserią, jednak stoisz za kamerą i zawsze czegoś się przez to nauczysz.
 
Czy mógłbyś opowiedzieć jakąś ciekawą historię związaną z Bradem i jego pobytem w Meksyku?
 
W porządku. Historia Barda Pitta. Pomyślmy. Z tym zawsze wiąże się pewne niebezpieczeństwo. To jest mój drugi film a kiedy masz do dyspozycji gwiazdy filmowe zawsze ogarnia cię strach jak twój film zostanie odebrany. Kiedy tylko usłyszysz nazwisko Pitt czy Roberts zaczynasz martwić się o opinie agentów, menadżerów, studia filmowego.
Każdy zaczyna się koncentrować na luksusach, na tym czyj samochód kampingowy jest większy, a ty musisz uczestniczyć w tych dyskusjach. Przeprowadziłem rozmowę zarówno z Bradem, jak i Julią i wytłumaczyłem im, że praca na planie tego filmu będzie się wiązała z pewnymi niedogodnościami. Powiedziałem, że jadą do miasta, gdzie nie ma luksusowego hotelu Four Seasons i będą musieli mieszkać w czyimś domu, będą musieli jeść lokalne posiłki, bo nikt im ich nie prześle samolotem.
Na początku mojej znajomości z Bradem byliśmy na kawie. I za każdym razem po drugiej stronie ulicy stał czarny van z przyciemnianymi szybami. Zawsze ktoś go śledził. Mimo to wciąż potrafi mieć normalne życie, w którym nie ma wieży z kosci słoniowej. W Meksyku mieliśmy dużo szczęścia. przez pierwsze dwa tygodnie nikt go nie rozpoznał, więc mogliśmy chodzić po mieście, wejść do baru, napić się tequilii. Brad był bardzo pomocny na planie. Mogłem go poprosić o przesunięcie worka z piachem, a on to robił. Zachowywał się bardziej jak przyjaciel, niż jak gwiazda.
 
Proszę powiedz, co ma reprezentować egzotyczna broń i cała przypisana jej legenda w twoim filmie. W filmie jest związana z wątkiem kryminalnym, jak i romantycznym. Pistolet reprezentuje dowód miłości. Możesz powiedzieć coś więcej na temat tej dwuznaczności?
 
Kiedy czytałem ten scenariusz oczywistym było, ze ta historia skupiona była na pistolecie. W filmie przeplata się wiele wątków, a osią wydarzeń jest pistolet. Myślę, że fakt, iż jest to prezent ślubny sprawia, iż staje się on niemalże osobnym bohaterem. Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiliśmy po przeczytaniu scenariusza było zebranie funduszy na projekt pistoletu. Wypożyczenie pistoletu nie wchodziło w rachubę. Było w tym cos pięknego. James Gandolfini wykreował postać, która szuka miłości, bardzo jej pragnie. Ale cały czas żyje na granicy prawa i przez to tę miłość traci.
 
Raz jest to instrument śmierci innym razem jest to instrument miłości. Czy nie jest to zaprzeczenie? Nawet na tle tego, co powiedziałeś wcześniej.
 
Nie wierzę, że śmierć i miłość muszą być oddzielone. Dla przykładu jedziesz do Meksyku i oglądasz walki kogutów. Jest w tym i tragedia i piękno.
 
Jestem pod twoim ogromny wrażeniem, jako twórcy filmowego. Bardzo podobał mi się twój pierwszy film. Czy naprawdę zamierzasz zrobić film z Leonardo DiCaprio i Julią Roberts?
 
Mam nadzieję, że zrealizuję dwa projekty. Pierwszy z Leonardem pt. "Catch me if you can". Jesteśmy w trakcie rozmów. Przez wzgląd na strajki wszyscy strasznie się wkurzamy. Przygotowujemy również z Joelem Wymanem scenarzystą "The Mexican" film z Julią Roberts, tymczasowo nazwany Project 3. Staramy się to zrobić przed strajkami, ale czas nam ucieka.
 
Czy są to pewne projekty?
 
Niestety nic nie jest pewne w tym mieście. Dopóki nie jestem za kamerą przez ponad 50% planu zdjęciowego, dopóty film nie jest pewny. Nie wiadomo, co się wydarzy, ale bardzo chciałbym zrealizować oba te filmy.
 
Kiedy robi się amerykański film, trzeba się też skupić na tym aby nie przedstawiać ludzi stereotypowo. Zwłaszcza jeżeli jest to film akcji. Czy zastanawiałeś się nad tym ,czy pewne partie scenariusza nie zostaną błędnie zinterpretowane.
 
Bardzo trudno jest jednocześnie realizować film i dbać o jego poprawność polityczną. Nie jest z pewnością reklamą turystyczną Meksyku. Stale trzeba pamiętać o tym, że przestępczość jest tam na porządku dziennym, np. Bradowi ukradziono samochód. Daliśmy scenariusz do przeczytania wielu ludziom z Meksyku, żeby sprawdzić czy nie ma w nim czegoś obraźliwego. Parę rzeczy nawet usunęliśmy. To nie miało wpływu na naszą historię, a my chcieliśmy usunąć stereotypowe elementy i jednocześnie zachować jak najwięcej autentyczności. Poza tym wydarzenia rozgrywają się w Meksyku 150 lat temu, więc pewne realia wtedy też były nieco inne. Prawdą jest, że staraliśmy się pokazać historię, która w tle ma pozytywne przesłanie, że ludzie mogą się w swoim życiu wiele nauczyć.
 
Mówiłeś o wpływie Peckinpaha na siebie. Podziwiasz jego sposób przedstawiania Meksyku. dla mnie jednym z reżyserów, którzy uchwycili esencję Meksyku jest John Huston. Jakie jest twoje zdanie o nim?
 
Wiele razy widziałem filmy Johna Hustona, zwłaszcza film "Noc Iguany". Jestem olbrzymim fanem tych dwóch reżyserów, którzy zrobili tyle filmów, że nie mogę sobie nawet wyobrazić jak to możliwe. Dzisiaj jest trudno robić reżyserowi tak wiele filmów, bo dużo ich czeka w kolejce, a zrobienie każdego zabiera dwa lata. A oni zabierali się za następny film w momencie kiedy wcześniejszy był w fazie montażu. A i podziwiam jeszcze Sergio Leone.
 
Sergio Leone?
 
Tak, tak, ale większość jego postaci jest pokazywana w czasie Rewolucji Meksykańskiej. Chcą tylko rabować banki.
 
Czy jesteś z pochodzenia Polakiem?
 
Tak. mój ojciec jest Polakiem. Ja urodziłem się w Tennnessee, a dorastałem w San Diego.



[Yola Czaderska-Hayek]