Sam Neill gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Nakręciłeś dwa filmy z "jurajskiej" serii i doświadczyłeś na własnej skórze kontaktu z dinozaurami. Który z tych filmów był dla ciebie bardziej niesamowity i przerażający?

Sam Neill: No cóż, jestem tu bohaterem akcji. Nic mnie nie przeraża (śmiech). Co można robić w przypadku spotkania z takimi stworami? Moja rada to nie spotykać ich w ogóle (śmiech). Oprócz tego w grę wchodzi tylko ucieczka z krzykiem. Ten film jest najbardziej przerażający ze wszystkich. To niesamowita opowieść o dinozaurach, wsparta supernowoczesną techniką.

W czym Steven Spielberg i Joe Johnston różnią się od siebie jako reżyserzy?

Na pewno obydwaj są wspaniałymi reżyserami. Są naprawdę świetni w tym, co robią. Myślę, że wybór nowego reżysera był mądrą decyzją. Potrzebowaliśmy świeżego spojrzenia. Ważne jest, że ten film nie powstał na podstawie kolejnej powieści. Nie jest jakąś wymęczoną powtórką numer trzy. Bardzo różni się od dwóch poprzednich. Jest w nim o wiele więcej dynamicznej, pompującej adrenalinę akcji, w którą wchodzimy niejako z marszu. To niemal zupełnie inny gatunek filmu. To oczywiście wciąż historia o dinozaurach, ale ma w sobie sporo z kina akcji. Część trzecia jest też chyba najzabawniejsza ze wszystkich trzech. Ten film to zabawa.

Jesteś obecnie w Hollywood jednym z największych ekspertów na temat dinozaurów. Po premierze pierwszej części Steven Spielberg miał łzy w oczach, udało mu się bowiem zrobić olbrzymi krok naprzód w dziedzinie komputerowych efektów specjalnych. Jak wygląda ten postęp z perspektywy części trzeciej?

Oglądając pierwszą część, byłem tak jak wszyscy zaskoczony tym, co zobaczyłem na ekranie. Teraz jestem nie mniej zaskoczony. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co zobaczyłem. W każdym kolejnym filmie z serii "Jurassic Park" technologia jest coraz bardziej zaawansowana. Dinozaury w trzeciej części również wyglądają o wiele ciekawiej niż w "jedynce". Nowe velociraptory są wręcz nieprzyzwoicie lepsze. W ciągu ośmiu lat technika generowania komputerowych efektów specjalnych przeszła ogromny rozwój. Słyszałem nawet, iż dinozaury robią takie wrażenie, że aktorzy stają się przy nich mało ważni. Gdybym miał wybierać, najwyżej oceniłbym część trzecią, ponieważ czynnik ludzki ma tu większe znaczenie. Widzowie bardziej przejmują się losami bohaterów. Alan Grant jest o wiele ciekawszą postacią. W efekcie film robi się bardziej zwarty.


 
Czy w trzeciej części jest jakaś scena, której ze względu na ograniczenia techniczne nie dałoby się pokazać w pierwszym filmie?

To walka dwóch ogromnych Lewiatanów. Jest oszałamiająca; gdyby ją porównać z tym, co wtedy robiło wrażenie, jest o niebo lepsza. To, co się dzieje na ekranie, jest naprawdę niesamowite.

Nie da się uniknąć porównań wszystkich trzech części. Czy zwracasz uwagę na recenzje?

Uświadomiłem sobie dzisiaj, że my, ludzie, odczuwamy dziwny pociąg do tego, co przeraża nas najbardziej. To częściowo tłumaczy naszą fascynację dinozaurami, rekinami, pająkami i innymi okropieństwami, które pojawiają się w filmach. My, aktorzy, również odczuwamy niepohamowany pociąg do tego, co przeraża nas najbardziej. W naszym przypadku są to recenzje. Można wprawdzie powiedzieć, że filmom z serii "Jurassic Park" nic nie jest w stanie zaszkodzić. Ja nie mam na ten temat wystarczającej orientacji, nie śledzę aż tak uważnie tego, co się dzieje w mediach. Może ktoś w wytwórni Universal ma jakąś teorię? Nie wiem. Miejmy nadzieję, że recenzje będą dobre. Myślę, że widzowie zareagują w ten sposób: o kurczę, ale niespodzianka! Tego się nie spodziewaliśmy. Nie sądziliśmy, że trzecia część będzie lepsza od poprzednich.


 
"Jurassic Park III" jest pełen akcji. Jego realizacja obfitowała w szereg niebezpiecznych scen. Mógłbyś opowiedzieć o kilku z nich?

Tak, w tym filmie nacisk położony jest przede wszystkim na akcję. Dla mnie najgorszy moment nastąpił wtedy, gdy wpakowali mnie na tratwę i spuścili na rwącą wodę. Myślałem, że skręcę kark i będzie koniec. Tak się nie stało. Przeżyłem. Cała ironia w tym, że filmy akcji realizuje się bardzo wolno. Wszystko powinno dziać się szybko i z ogniem, tymczasem cały proces jest bardzo powolny i bolesny. Wymaga też wiele fizycznego wysiłku.

Czy jest cokolwiek, czego się boisz? A może jesteś odważnym facetem, który lubi ryzyko niczym Indiana Jones? A przy okazji, czy wzorem Harrisona Forda, który grał Indianę Jonesa, zamierzasz zostać bohaterem wszystkich następnych sequeli?

Co do tej ostatniej kwestii, myślę, że za wcześnie jest mówić o następnych "Jurassic Parkach", zanim ktokolwiek podejmie decyzję o ich nakręceniu. To bardzo drogie filmy i trzeba je realizować z pewną ostrożnością. A czego się boję? Nie jestem pewien. Jest parę rzeczy. Boję się... hm, pomyślmy. Cała rzecz z odwagą polega na tym, że trudno nazwać odważnym człowieka, który nie boi się niczego. Odwaga to sztuka pokonywania własnych lęków. Na pewno boję się wysokości. Podczas kręcenia filmu ten lęk dał parę razy o sobie znać. W końcu ważniejsza stała się walka z własnymi fobiami niż z dinozaurami. W prasie pojawiła się plotka, że być może powstanie następny film, ale według mnie los czwartego "Jurassic Park" zależy od tego, czy ludzie będą chcieli obejrzeć numer trzy. Chętnie wróciłbym na plan i posiłował się z dinozaurami jeszcze raz, bo podobało mi się tam, podobała mi się sama realizacja. Wydaje mi się jednak, że bardzo trudno byłoby sprowadzić z powrotem Alana Granta. Jakiś bardzo inteligentny scenarzysta musiałby wymyślić dobry powód, dla którego Grant wróciłby na wyspę.


 
Dlaczego ludzi na całym świecie fascynują dinozaury?

Z jakiejś przyczyny to, czego obawiamy się najbardziej, fascynuje nas najmocniej.

Czy zanim zacząłeś kręcić "Jurassic Park", interesowały cię dinozaury?

Raczej średnio. Nie w stopniu graniczącym z obsesją. Lubię, kiedy na plan co jakiś czas przychodzi Jack Horner, który zna odpowiedzi na wszystkie kłopotliwe pytania dotyczące dinozaurów. Kathleen Kennedy i Joe Johnston wybierają się do Montany, żeby zapoznać się z najnowszymi znaleziskami archeologicznymi. Jack Horner pracuje tam nad niesamowitymi rzeczami. Na pewno ciekawie byłoby to zobaczyć, ale ja nie wgłębiam się aż tak w ten temat. Zostawiam to ekspertom.

Czy miałeś jakieś trudności w odgrywaniu scen z dinozaurami? Czy reagowanie na ich obecność było dla ciebie łatwe?

Przerażenie na widok dinozaura to coś, co przychodzi bez kłopotu, czyż nie? Te stwory wykonały całą robotę za mnie.

A czy dinozaury miały trudności w kontaktach z tobą?

Kilka z nich dobrze znam. Z velociraptorami nawet się zaprzyjaźniłem. W końcu podczas ostatnich kilku lat często widywano nas razem.

Czy kiedykolwiek doszło do sytuacji, w której nie chciały pracować? Zastrajkowały czy coś w tym stylu?

Nie, są bardzo skłonne do współpracy. Dinozaury nie mają związków zawodowych. Robią to, co im się mówi, i to w wielkim stylu.


 
Ile czasu potrzeba, aby zbudować taki ogromny model dinozaura?

To pytanie do Stana Winstona, mistrza efektów specjalnych.

Nie znasz szczegółów?

Nie, lepiej nie pytać. Szczerze mówiąc, nawet nie chcę wiedzieć. Widok polującego dinozaura na ekranie ma w sobie coś magicznego. Dlatego im mniej wiem na ten temat, tym lepiej. Gdybym się na przykład dowiedział, że w środku głowy stwora siedzi trzech facetów i poruszają jego szczękami: cap, cap, cap - nie byłoby żadnej zabawy. O wiele lepiej jest uruchomić wyobraźnię. Czy w ogóle potrzebna jest nam wiedza, w jaki sposób powstają filmy? Lepiej zobaczyć wszystko tak, jak jest i pofantazjować. Nikt nie pyta Davida Copperfielda, w jaki sposób unosi się w powietrzu i fruwa nad głowami widzów. To jest magik i nie może ujawnić swoich sekretów. Wydaje mi się, że z filmami powinno być tak samo. Stan Winston, magik efektów specjalnych, powinien trzymać swoje sekrety dla siebie.

Czy twoje dzieci dobrze spały po obejrzeniu pierwszego "Jurassic Park"?

Obawiałem się, że po pierwszej części moje dzieci mogą mieć koszmary, ale nie miały. Ja też nie. Wydaje mi się natomiast, że trzecia część to film, po którym zamiast koszmarów przychodzą piękne sny.

Jakie były reakcje twoich dzieci?

Są fanami serii "Jurassic Park". Nie są fanami Sama Neilla, ale uwielbiają "Jurassic Park" (śmiech). Bardzo chcą już zobaczyć trzecią część. Były na planie i znają się z dinozaurami dość blisko. Nie wiem, jak to ocenią. Mój najstarszy syn powie pewnie coś w stylu: "Tata, ten numer rządzi" - cokolwiek to znaczy - ewentualnie rzuci jakąś inną odzywkę rodem z MTV. Też chciałbym już pokazać ten film moim dzieciom, ponieważ tak naprawdę to jest film dla dzieci.


 
W "Jurassic Park III" twoja postać staje się mentorem dla młodszych bohaterów. Prywatnie jesteś ojcem trójki dzieci. Jakie wartości starasz się im przekazać?

Kładę nacisk na dobre maniery. To dzisiaj rzecz raczej staromodna, ale dla mnie liczy się najbardziej. Etyka, zrozumienie i wszystko inne wynika właśnie z dobrych manier. Jeżeli umiesz się zachować, łatwo ułożysz sobie stosunki ze światem. Tak, dobre maniery przede wszystkim.

Wydajesz się bardzo skupiony nie tylko nad treścią, ale i wyrazistością swoich wypowiedzi. Trudno uwierzyć, że przed laty miałeś kłopoty z jąkaniem się i chorobowym zaburzeniem koncentracji. Jak udało ci się to przezwyciężyć?

Mogę się tylko domyślać, że w młodości miałem chorobowe zaburzenia koncentracji, ponieważ jeden z moich synów ma obecnie ten sam problem. Nie martwi mnie to aż tak bardzo. To dolegliwość, z której się wyrasta i najprawdopodobniej przekazuje się ją dziedzicznie. Jako dziecko jąkałem się i nawet dziś słychać tego pozostałości w mojej mowie. Przez pierwsze dziesięć lat życia ledwo dukałem trzy słowa na dzień. To było bardzo krępujące, nie móc wyrzucić z siebie słów. Na szczęście udało mi się to pokonać. Aczkolwiek niektórzy w mojej rodzinie uważają, że w moim przypadku trzy słowa na dzień to w sam raz. Moja córeczka jąkała się, ale udało się to wyleczyć. Ćwiczyła głos pod opieką instruktora i nie wiadomo kiedy było po wszystkim. To kłopot, z którym należy poradzić sobie na wczesnym etapie życia, ale ludziom udaje się przezwyciężać większe problemy. W Australii patronuję organizacji pomagającej osobom jąkającym się i z wadami wymowy. Technika leczenia jest interesująca. Przede wszystkim trzeba nauczyć się kontrolować oddech. Byłem bardzo zdziwiony, gdy okazało się, że takie rzeczy przekazuje się dziedzicznie. Wydawało mi się, że zacząłem się jąkać wskutek szoku po przebytej szkarlatynie, a moje biedne dziecko widocznie przeżyło w szpitalu stres, który spowodował jąkanie. Tak naprawdę jednak w większości przypadków jest to dolegliwość, którą się po prostu dziedziczy.


 
Twoja żoną jest Japonka. Chciałabym wiedzieć, co takiego pociąga cię w japońskiej kulturze i kuchni, a czego u Japończyków nie lubisz?

(Śmiech) Oho, zaczynają się podchwytliwe pytania! (śmiech) Czy moja żona gdzieś tu jest? Na jakie szczyty dyplomacji mam się wspiąć? Moglibyśmy na ten temat rozmawiać bardzo długo, ale chciałbym to ująć w kilku zdaniach. Ze wszystkich kobiet na świecie Japonki są najpiękniejsze. Jestem o tym przekonany. Za kilka tygodni wybieram się do Japonii na promocję "Jurassic Park" - to jest coś, na co zawsze niecierpliwie czekam. Mam teściową, którą po prostu uwielbiam. Mieszka niedaleko gorących źródeł, a to dodatkowy plus. Jedzenie w tej okolicy jest znakomite. A gorące źródła to coś, czego mi w tej chwili potrzeba, ponieważ nakręciłem ostatnio sześć filmów pod rząd, bez chwili przerwy. Poza tym fascynuje mnie kultura Japonii. Uwielbiam Tokio, a jednocześnie obawiam się go. Kiedy jestem w Tokio, mam wrażenie, że znalazłem się w przyszłości i wszystko, co w niej dobre i złe, widoczne jest w tym mieście jak na dłoni. Mam nadzieję, że mieszkańcy reszty świata, gdy przyjdzie nam żyć w dużym zagęszczeniu, nauczą się odnosić do siebie nawzajem z taką uprzejmością, z jaką czynią to Japończycy.

Twoja żona jest charakteryzatorką. Czy robiła kiedyś ci charakteryzację na planie filmowym?

Tak, od czasu do czasu pracujemy razem. Jest jedną z najlepszych charakteryzatorek i ma dla mnie czas głównie wtedy, gdy nie pracuje akurat z Nicole Kidman czy Cameron Diaz. Czasami ma chwilę, by uścisnąć mnie w przerwie między robotą dla "prawdziwych" gwiazd filmowych. Wyświadcza mi tym grzeczność. Muszę być bardzo miły i błagać ją: Proszę, popracuj teraz ze mną!

Urodziłeś się w Irlandii Północnej, ale wychowałeś się w Nowej Zelandii, gdzie zresztą mieszkasz do dziś. Jak to się stało, że osiadłeś w tym kraju? I czy poznałeś Francisa Coppolę?

Nie znam Coppoli. Byłem w jego winnicy, robi wielkie wrażenie. W porównaniu z nią moja wygląda jak licha szklarnia za domem. Poza tym on ma Oscary wystawione na widok publiczny, a ja nie. A co do pochodzenia: urodziłem się w Irlandii Północnej, ale mój ojciec był Nowozelandczykiem. Kiedy miałem siedem lat, przenieśliśmy się do Nowej Zelandii, z czego się bardzo cieszę, bo to wspaniałe miejsce na spędzenie dzieciństwa. Irlandia nie jest zbyt spokojnym krajem. Urodziłem się w Omagh, gdzie, jak wiadomo, nie tak dawno miał miejsce jeden z najgorszych zamachów bombowych. Wsiedliśmy więc w łódź i przepłynęliśmy 12 000 mil, tak daleko, jak się tylko dało. To był niemal rejs dookoła świata, z przeciwnej półkuli aż do Nowej Zelandii. To była długa droga zarówno pod względem fizycznym, jak i psychologicznym. Przekonałem się, że jestem raczej mieszkańcem antypodów niż Brytyjczykiem. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej.

Masz własną wytwórnię win w Nowej Zelandii. Czy to dlatego, że uwielbiasz wino, czy też to tylko biznes, a może powodem jest fakt, iż tu jest po prostu twój dom?


 
Mieszkam w Nowej Zelandii i mam tu trzy winnice. Są niewielkie, właściwie całkiem małe, ale udaje nam się produkować całkiem dobre wino. Powodem, dla którego założyłem wytwórnię, jest to, że spożywam niesamowite ilości czerwonego wina i pomyślałem sobie, że z ekonomicznego punktu widzenia bardziej opłaca się, żebym robił je sam, niż żebym napełniał kieszenie innym...

Yola, podziwiam Twój kwiat. Musiał wyrosnąć w cieplarni. Takich okazów nie spotyka się w naturze.

Twoje hobby to winiarnie. Moje to róże. Sama zasadziłam 400 krzewów różanych. Uwielbiam je.

Wspaniale. I róża, i Ty - obydwie jesteście piękne.

Sam, jesteś zbyt uprzejmy!... Zawsze zastanawiałam się, skąd wiadomo, że wino dojrzało już do butelkowania? Kto o tym decyduje i kiedy przychodzi na to czas?

Osobiście nie wiem, ale mam u siebie winiarza, który jest pełen tajemnic... i twierdzi, że ukończył specjalną szkołę dla winiarzy. Mam nadzieję, że rzeczywiście ją skończył. Z reguły po dwunastu miesiącach mówi, że nadszedł czas butelkowania. Ale na przykład plon z ubiegłorocznego winobrania ciągle jeszcze jest w beczkach - i jest tam już od osiemnastu miesięcy, czekając na butelkowanie. Mam nadzieję, że mój winiarz wie, co robi. Powinien, do diabła, bo w końcu całkiem nieźle mu płacę.

Jaka jest twoja ulubiona marka czerwonego wina?

Pinot Noir.

Zdarzyło się kiedyś musiałeś odmówić wina podanego w restauracji?

No cóż, wczoraj wieczorem byłem w Hollywood Bowl. Zamówiliśmy pierwszą butelkę i była całkiem dobra. Za to druga była do bani. To naprawdę krępujące, gdy musisz powiedzieć: "To zupełnie nie nadaje się do picia". Bez przerwy tłumaczyłem się, jakby to była moja wina. "Najmocniej przepraszam. Zwykle tego nie robię, ale naprawdę wolelibyśmy inną butelkę. Bardzo bym prosił, mam nadzieję, że to nie jest kłopot, ale czy moglibyśmy wymienić tę butelkę?". I tak się stało. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak przepraszałem. To naprawdę nie ja zawiniłem...

Yola, chciałbym Cię prosić o przysługę. Czy mogłabyś ode mnie pozdrowić mojego serdecznego przyjaciela Krzysztofa Zanussiego?

Kiedy go spotkam, z przyjemnością przekażę serdeczności naszemu polskiemu geniuszowi.

A ja to co? Nie jestem geniuszem?

Umówmy się, że obaj, drodzy panowie, jesteście geniuszami.



[Yola Czaderska-Hayek]