Haley Joel gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Jesteś niezwykle uzdolnionym młodym aktorem, a w filmie "A.I." stworzyłeś wspaniałą kreację. W jakim świetle według ciebie ten film ukazuje ewolucję ludzkości? Dokąd zmierzamy?

Haley Joel Osment: Ten film pokazuje, czym świat mógłby się stać. Tak naprawdę już dzisiaj człowiekowi udaje się stworzyć maszyny stanowiące swego rodzaju zapowiedź robotów, które widać na ekranie. Można to interpretować na wiele sposobów. Poruszona w filmie kwestia wzbudza nie tylko pozytywne odczucia, ale także nienawiść. Roboty z "A.I." nie tylko działają sprawnie; według niektórych działają wręcz zbyt sprawnie. Mogą budzić sympatię, ale ich przeciwnicy, co pokazane jest w filmie, uważają je za wcielenie zła. Ludzkość znalazła się na etapie, w którym roboty zaczynają zajmować się tym, czego człowiek nie potrafi. "A.I." to bardzo prosta historia na bardzo skomplikowany temat. Jak ludzie poradzą sobie z tym, co sami stworzą w przyszłości? To pytanie pada z ekranu przez niemal cały czas.

Pracowałeś ze Spielbergiem przy filmie, który powstał na podstawie pomysłu Stanleya Kubricka. Co myślisz o tych dwóch reżyserach?

W tym filmie sporo jest ze Stanleya Kubricka. Zwłaszcza jeśli chodzi o styl reżyserii. Steven tym razem zrezygnował z własnej metody i wspaniale wczuł się w styl Stanleya, stworzył wrażenie jego obecności na planie. Świadczą o tym ujęcia, praca kamery, no i sama historia. Dzięki wkładowi tych dwóch artystów, to znaczy, dzięki ich wspólnemu dziełu, realizacja tego filmu stała się czymś wyjątkowym. To naprawdę niezwykłe pracować z dwoma największymi reżyserami na świecie.

Jak układała ci się współpraca ze Spielbergiem? Czy przed ujęciami robiliście jakieś próby? Jak przekazywał ci, czego od ciebie oczekuje?

Steven ma własny styl komunikowania się z aktorami. To było dla mnie bardzo pouczające doświadczenie. Wie, jak znaleźć złoty środek pomiędzy nakazaniem aktorowi gry w określony sposób, a wydobyciem pewnych emocji, niuansów bezpośrednio z aktora. Wspaniale potrafi pobudzić czyjąś kreatywność. Pozwala aktorom na tworzenie roli, ale zawsze wie, co w danej scenie należy dodać lub usunąć, aby efekt był jak najlepszy. Dzięki temu wszyscy, którzy grają u niego, mogą naprawdę dać z siebie wszystko. Zanim jeszcze rozpoczęliśmy zdjęcia, kilka miesięcy wcześniej spotkaliśmy się, aby porozmawiać na temat naszych postaci, na temat ich wzajemnych układów, relacji. Zaczęliśmy nad tym pracować, robiliśmy mnóstwo notatek. Dzięki temu jeszcze przed pierwszym ujęciem byliśmy doskonale przygotowani.

Twoja ekranowa matka odrzuca cię. Opowiedz, jak ci się pracowało z Frances O'Connor podczas tej poruszającej sceny?

Frances jest wspaniała, świetnie się bawiłem, pracując z nią. Zawsze była przygotowana, znakomicie umiała wejść w rolę. Relacja pomiędzy jej postacią a moją jest bardzo ważna dla filmu, to jego główny temat. Kiedy kręciliśmy środkową część filmu - gdy chłopiec poszukuje miłości - spisała się doskonale. Scena odrzucenia była dla mnie najtrudniejsza, bardzo mnie poruszyła. Nie miałem z jej powodu jakichś przykrych snów czy ponurych myśli, ale odegranie czegoś takiego wymagało mnóstwa pracy. Nie tylko dlatego, że mój bohater przeżywa ogromny wstrząs, ale też ze względu na fakt, iż po raz pierwszy doświadcza takich uczuć. Ta scena jest jakby początkiem kolejnego etapu w jego życiu - trzeba to odpowiednio przekazać widzowi. Mój bohater zachowuje się w tym momencie zupełnie inaczej niż w początkowej części filmu. Nie było łatwo ani to zagrać, ani wczuć się w położenie tej postaci.

Jak ci się pracowało z misiem Teddym? Czy tę postać w całości stworzono w komputerze?

Teddy zawsze był obecny na planie. Można było na niego liczyć. Tak naprawdę to realizatorzy stworzyli kilku animowanych Teddych do różnych scen. Jeden na przykład podnosił przedmioty, inny zaś tylko chodził. Praca z Teddym była czymś szczególnym, ponieważ mówił i reagował na obecność aktorów zupełnie jak żywy człowiek, a był przecież tylko małym misiem. Czasami dostawało mu się za to, że idąc, nie trafił w miejsce, do którego miał dojść. Steven krzyczał wtedy: 'Misio minął cel, misio minął cel!'. Tak to wyglądało. Śmiesznie się pracowało z misiem. Można się było przez niego załamać, ale z tej współpracy wynikło też wiele dobrego. W efekcie udało się stworzyć bardzo zabawną postać. Na ekranie nawet ten mały misio ma osobowość.

Bohater filmu zostaje odrzucony przez matkę, szuka miłości, pragnie być kochany. Chce być normalnym dzieckiem. Na ile identyfikujesz się z tą postacią?

Identyfikowanie się z moim bohaterem stanowiło nie lada wyzwanie, ponieważ nigdy nie przeżyłem tego, co spotkało go w filmie. Jego życie potoczyło się zupełnie, ale to zupełnie inaczej niż moje. Ciężko było znaleźć jakieś wspólne doświadczenia, musiałem więc użyć wyobraźni. Odkrywanie tych odczuć, jakie cechują bohatera filmu, było z jednej strony trudnym zadaniem, z drugiej - świetną zabawą. Mimo iż nie łączyło nas zbyt wiele, trzeba było znaleźć jakieś wspólne cechy.

Skoro mówiliśmy już o miłości. Jesteś jeszcze bardzo młody, ale czy potrafiłbyś powiedzieć, czym jest miłość i jaką rolę odgrywa w opowiedzianej w filmie historii?

Film "A.I." ukazuje miłość w niezwykłym świetle. W początkowej scenie pada pytanie o odpowiedzialność za kogoś, kto nas kocha. Miłość to jedno z najpotężniejszych uczuć, to uczucie, które stoi ponad wszystkim. To także siła, która nieustannie popycha bohatera filmu w kierunku dalszych poszukiwań. Miłość jest bardzo ważna dla historii pokazanej w filmie, choćby dlatego, że stanowi ona sens życia głównego bohatera.

Zakochałeś się już kiedyś?

Jeszcze nie (śmiech). Jestem na to za młody.

Chłopca, którego grasz, fascynuje bajka o Pinokiu. A co fascynowało ciebie, gdy byłeś małym dzieckiem?

Gdy byłem mały, mama i tata zachęcali mnie, abym dużo czytał. Ciężko mi więc wybrać jakąś konkretną bajkę. Jedną z moich ulubionych był na pewno "Piotruś Pan". To także, jak sądzę, numer jeden na liście najczęściej oglądanych przeze mnie filmów.

Sprawiasz wrażenie idealnego dziecka. Jesteś inteligentny, pracowity i bardzo kulturalny. Czy cokolwiek jest w stanie wyprowadzić cię z równowagi?

Moi rodzice bardzo starali się, aby wpoić mi dobre maniery. Na planie próbuję być miły dla wszystkich. Pracowałem z mnóstwem wspaniałych ludzi - w tym filmie na przykład z Jude'em Lawem. Zawsze byli dla mnie bardzo sympatyczni, więc i ja staram się być sympatyczny.

Ciężko jest pracować w filmie, w którym cały czas jesteś na ekranie. Trudno jest grać robota, niełatwo też grać istotę ludzką. Ty balansowałeś na granicy między maszyną a człowiekiem. Jak udaje ci się wytrzymać przy takiej pracy?

Jeszcze zanim rozpoczęła się realizacja, pracowaliśmy nad rozwojem tej postaci. Wymagało to o wiele więcej wysiłku niż budowanie roli zwykłego człowieka. Określając kolejne etapy dojrzewania mojego bohatera, musieliśmy uważać, aby nie zachowywał się on jak stuprocentowy robot czy stuprocentowa istota ludzka. Trzeba było znaleźć sposób na to, aby chłopiec nie sprawiał wrażenia nieznośnej maszyny, ale żeby było też na pierwszy rzut oka widać, że nie jest człowiekiem. Na ekranie dojrzewanie chłopca postępuje małymi krokami - czasami ciężko jest wskazać jego konkretne etapy, niemniej jednak jest ono dostrzegalne. No cóż, to nie jest zwykła postać. Nie udaje mu się zostać istotą ludzką, ale w miarę rozwoju akcji mój bohater nabiera coraz więcej człowieczeństwa, traci zaś cechy typowe dla robota.

Filmy, w których zagrałeś, m.in.: "Podaj dalej", "Szósty zmysł" i oczywiście "A.I.", ze względu na niektóre sceny nie są przeznaczone dla widzów w Twoim wieku. Czym jest dla ciebie udział w takich filmach? Czy masz z ich powodu koszmary? Czy jest to dla ciebie uciążliwe?

W przypadku "Szóstego zmysłu", który jest mrocznym horrorem, obecność na planie osłabiła efekt grozy głównie dlatego, że miałem okazję zobaczyć, jak to wszystko wygląda od kuchni. Jeśli zaś chodzi o "A.I.", temat tego filmu może być kontrowersyjny i prowokujący, ale przede wszystkim zmusza do myślenia. Nie ma to nic wspólnego z uciążliwością czy strachem.

Wkrótce na ekranach pojawi się Twój kolejny film, 'Boże skrawki' Yurka Bogayewicza. Jak pracowało ci się w Polsce? Czego musiałeś się nauczyć o II wojnie światowej, aby zagrać w tym obrazie?

To było interesujące doświadczenie. Po raz pierwszy kręciłem film całkowicie poza moim krajem. "Boże skrawki" zrealizowano w całości w Polsce. II wojna światowa to dla mnie bardzo ważny temat. W szkole historia zawsze należała do moich ulubionych przedmiotów. Dużo czytałem o wojnie. Ludobójstwo dokonane przez Niemców na Żydach w Polsce to jedna z kluczowych kwestii tego filmu. Dowiedziałem się, jak wyglądały rozmaite aspekty wojny, a II wojna światowa miała ich więcej niż jakiekolwiek inne historyczne wydarzenie. Tyle się wydarzyło, zwłaszcza podczas holocaustu. O tym właśnie opowiada film "Boże skrawki".

Co myślisz na temat wojny? Czy dzieci w twoim wieku w ogóle rozmawiają na ten temat?

Według mnie II wojna światowa stanowiła walkę dobra ze złem. Tylu ludzi zginęło w wyniku tej wojny i wielu następnych, dlatego uważam, że wojen należałoby unikać. Moi przyjaciele w szkole dobrze się orientują w tym, co dzieje się w światowej polityce. Rozmawiamy o problemach ochrony środowiska i stosunków z innymi krajami. Jedną z dobrych stron współczesnej technologii jest to, że pozwala nam wszystkim orientować się w tym, co się dzieje na świecie. Kilka razy dyskutowaliśmy z przyjaciółmi - to były całkiem inteligentne dyskusje - o tym, co się może wydarzyć w przyszłości. Nasze dzisiejsze postępowanie ma niebagatelny wpływ na to, jak wyglądało będzie nasze. O tym właśnie opowiada film "A.I.".

Wydaje się, że niemal bez przerwy jesteś w pracy, grając bardzo trudne role. Jak spędzasz wolny czas?

Uprawiam różne sporty: gram w golfa, koszykówkę i futbol. To mi się wydaje takie... normalne. Odpoczywam też, siedząc w domu. No i oczywiści - dom i szkoła. Po zakończeniu pracy nad filmem dobrze jest powrócić do zwyczajnego życia. To, że jestem aktorem, nie sprawia, że w domu zaczęli traktować mnie inaczej. Kręcenie filmów to fajna zabawa, ale dobrze jest jednak w życiu stać obydwiema nogami na ziemi.

Czy Hollywood zmienił coś w twojej rodzinie? Czy nadal masz domowe obowiązki?

Pieniądze nie są takie ważne, porównując je z wychowaniem. Moim rodzicom zależy, abym był normalnym dzieckiem. W domu wszystko wygląda zwyczajnie. Moja kariera nie ma na to wpływu. Niezależnie od tego, jaki film akurat nakręciłem i jak wielki sukces on odniósł, wciąż mam swoje obowiązki: muszę słać łóżko, sprzątać w pokoju i tak dalej, no i pomagam trochę w domu. Jednym słowem, nic się nie zmieniło.

A twoja siostra - czy ci zazdrości?

Z Emily naprawdę świetnie mi się układa. Nie powiedziałbym, że mi zazdrości czy coś takiego. Jest dla mnie naprawdę dobra. Sama próbowała swych sił w aktorstwie, doskonale się orientuje w filmowych realiach. Nie ma z tym żadnych problemów. Idzie jej nieźle, a poza tym ona też niezależnie od wszystkiego stara się pozostać zwyczajnym dzieckiem.

Czy jesteś religijny?

Jesteśmy katolikami. Mama chętnie zabiera nas do kościoła w każdą niedzielę. Moi dziadkowie z obydwu stron mają irlandzko-niemieckie korzenie, dlatego w mojej rodzinie jest dużo katolików.

Co robisz, kiedy dostaniesz scenariusz? Pokazujesz go komuś? Czy ktoś ci go czyta, czy może czytasz go sam?

To praca zbiorowa. Mój tata czyta wszystkie scenariusze, jakie do nas przychodzą, dokonuje wstępnej selekcji, a potem zbieramy się wszyscy, to znaczy moi rodzice i ja, żeby przeczytać te, które wybrał. Kiedy czyta się scenariusz, od razu wiadomo, czy opowiada on dobrą historię. Tak naprawdę tym, czego szukamy, są ciekawe opowieści i ciekawe postaci. Szukamy takich scenariuszy, jak "A.I.", "Szósty zmysł" i inne projekty, jakie ostatnio zrealizowałem. Kiedy czytałem te teksty po raz pierwszy, już wtedy wiedziałem, że to jest właśnie to, nad czym chcę pracować. Ostateczną decyzję podejmujemy wszyscy, ale jak dotąd mieliśmy szczęście - nie zdarzyło się, aby scenariusz wzbudził nasze wątpliwości czy sprzeciwy.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy jesteś związany z jakąś wytwórnią?

Tata ma wszystko pod kontrolą. Ja będę miał w tej sprawie coś do powiedzenia, kiedy już dorosnę. Gdyby mi zależało tylko na karierze, poświęciłbym się tylko graniu, ale być może zainteresuje mnie także reżyserowanie i pisanie scenariuszy. Na pewno chciałbym związać się z przemysłem filmowym. Wraz z rodzicami planujemy moją przyszłość, abym był na wszystko przygotowany, gdy skończę osiemnaście lat.



[Yola Czaderska-Hayek]