Elijah Wood gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Kiedy po raz pierwszy sięgnąłeś po książki Tolkiena? Co Ci się w nich spodobało?

Elijah Wood: To trochę nudna historia (śmiech). Kiedy miałem jakieś dziewięć czy dziesięć lat, przeczytałem 'Hobbita'. Ta opowieść wciągnęła mnie w świat Tolkiena; w końcu to pierwsza książka z całej serii. Dla wielu ludzi przygoda z 'Władcą Pierścieni' zaczyna się właśnie od 'Hobbita'. Ja się w nim absolutnie zakochałem. Potem kupiłem 'Władcę...', ale jakoś nie mogłem zabrać się do czytania, aż wreszcie usłyszałem, że robią film - wieści dotarły do mnie gdzieś na rok przed tym, jak zacząłem ubiegać się o rolę Froda. To było na planie thrillera 'Oni'. Ktoś - chyba Harry Knowles (webmaster strony aint-it-cool-news.com; w 'Onych' występuje jako Mr. Knowles ) - powiedział wtedy: 'Wiesz co? Peter Jackson kręci 'Władcę Pierścieni'. Stary, musisz zagrać Froda'. Rok później projekt dostał zielone światło w New Line Cinema i zaczęło się szukanie aktorów, którzy zagraliby główne role. Mój agent zadzwonił do mnie z wiadomością: 'Słuchaj, robią casting'. Ja na to: 'Czy dałoby się porozmawiać z Peterem?'. Odpowiedź ze strony producenta brzmiała: 'Nie, reżyser w tej chwili jeździ po całym świecie i przesłuchuje kandydatów z Australii, z Anglii...' - co, krótko mówiąc, oznaczało: 'Musisz, jak wszyscy, zgłosić się na casting, zrobią ci tam parę zdjęć, a potem zobaczymy'. Nie miałem nic przeciwko temu, ale pewien opór budziła we mnie myśl, że będą mnie w jakimś studiu fotografować na białym tle. Wydawało mi się to jakieś takie sterylne, bezpłciowe. Chciałem zademonstrować, jak bardzo mi zależy na zdobyciu roli Froda, z jaką pasją podchodzę do całego projektu. Postanowiłem nakręcić na taśmie wideo własne zdjęcia próbne. Poszedłem na kurs językowy, żeby wyrobić angielski akcent, potem z opracowania na temat hobbitów wyciągnąłem wszystkie informacje na temat ich wyglądu. Z wypożyczalni Western Costume w Los Angeles miałem kostium. Razem z moim przyjacielem nakręciliśmy w Hollywood Hills trzy sceny. Tego samego wieczora zmontowaliśmy je. Dałem kasetę z nagraniem reżyserowi castingu, a on następnego dnia przesłał ją FedExem Peterowi. No i parę miesięcy później Peter spotkał się ze mną, a jeszcze parę miesięcy później zadzwonił z wiadomością, że dostałem rolę. I to cała historia.

Podobno na planie tworzyliście jedną wielką rodzinę...

O tak, mógłbym o tym mówić godzinami. Wszyscy byliśmy ogromnie zaangażowani w pracę nad 'Władcą Pierścieni'. Film, którego kręcenie trwa ponad rok, to nie jest przedsięwzięcie dla słabeuszy, dlatego na planie znaleźli się przede wszystkim ludzie podchodzący do tego projektu z wielką pasją. Tacy, którym zależało zwłaszcza na tym, aby ekranowa wersja była jak najbliższa książce. Dzięki temu podczas trwania zdjęć wytworzyła się znakomita atmosfera. Sam fakt, że mieliśmy spędzić razem tyle czasu, sprzyjał powstaniu pewnej familijnej więzi między nami. Przeżywaliśmy wspólne wzloty i upadki. Pracowaliśmy tak ciężko, że chyba nigdy w życiu nie byłem bardziej zmęczony. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: rola we 'Władcy Pierścieni' to dla mnie wspaniałe, ale też bardzo trudne doświadczenie. Tempo było naprawdę zabójcze. Harowaliśmy przez sześć dni w tygodniu, dawaliśmy z siebie wszystko, niemal bez przerwy byliśmy gdzieś w drodze. Mieliśmy chyba ze trzy czy cztery przerwy w zdjęciach, kiedy pozwolili nam pojechać do domu, ale większość czasu spędziliśmy w Nowej Zelandii, która stała się dla nas całym światem, całym życiem. To było coś fantastycznego. Mimo iż nasza wspólna wyprawa już się skończyła, czujemy się tak, jakbyśmy po prostu przeszli do następnego etapu podróży. Filmowa Drużyna Pierścienia stała się rzeczywistością. Wszyscy zrobiliśmy sobie tatuaże.

Mógłbyś pokazać swój?

Hm, jest w takim miejscu, że wolałbym nie (śmiech).

Wszyscy wytatuowaliście sobie identyczne wzory?

Tak. Pod koniec zdjęć my, członkowie Drużyny, zgodnie doszliśmy do wniosku, że to, co wspólnie przeszliśmy, odcisnęło na nas pewne piętno. Na tyle silne, że domagało się jakiegoś fizycznego upamiętnienia. Razem wybraliśmy wzór, no i to wszystko.

Czy pamiętasz, co czułeś podczas pierwszego dnia na planie? Jaką scenę wtedy kręciliście?

To była scena z czterema hobbitami na leśnej drodze. Chodzi o moment z początku książki, kiedy w kierunku bohaterów nadjeżdża jeden z Upiorów Pierścienia, a oni chowają się, by ich nie dostrzegł. Pamiętam ten niesamowity dzień. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani, jakbyśmy wyruszali na długą i pełną przygód wyprawę. A jaki jest lepszy sposób na rozpoczęcie wyprawy niż wyprawić w drogę czterech hobbitów? Targała nami mieszanina nerwów i podniecenia. To był naprawdę niezwykły dzień. Potem już zrobiło się normalnie. Zaczęła się praca (śmiech).

Która scena sprawiła Ci najwięcej trudności?

Wszystkie sceny, w których pojawiam się z Gollumem. To znaczy, w 'Drużynie Pierścienia' ich nie ma, będą w drugiej i trzeciej części. Gollum to postać w całości stworzona w komputerze. W jednej ze scen staczałem się po górskim zboczu i musiałem przez cały czas pamiętać, aby pomiędzy mną a zboczem było wystarczająco dużo miejsca, aby programiści mogli później wpasować sylwetkę Golluma w obraz. Absurdalne. Podobnie podczas scen walki: musiałem mocować się z czymś, czego fizycznie wcale nie było. Szczerze mówiąc, niezależnie od tego praca nad 'Władcą Pierścieni' stanowiła jedno wielkie, nieustanne wyzwanie. Niemal bez przerwy przebywaliśmy w jakichś ekstremalnych warunkach, na przykład na górskich szczytach. Było to trudne, ale jednocześnie ekscytujące.

Musieliście być jakoś przygotowani do tak ciężkiej pracy.

Jasne. Przed rozpoczęciem zdjęć ćwiczyliśmy dwa miesiące w siłowni. Poza tym uczyli nas fechtunku. Mnie te lekcje nie bardzo się przydały, ponieważ w filmie Frodo prawie wcale nie używa miecza - no, może raz czy dwa. Podobnie z lekcjami wiosłowania - też nie okazały się zbyt przydatne, bo nie pływaliśmy łodziami znowu tak dużo. Ale dzięki nim nabraliśmy niezłej formy, co pozwoliło nam przetrwać tę niezwykłą przygodę. Oczywiście odbyliśmy setki spotkań, na których odczytywaliśmy scenariusz. Często przesiadywaliśmy w domu Petera i Fran (Frances Walsh, towarzyszka życia reżysera ), rozmawiając o postaciach, o integralności fabuły. Jednym słowem, robiliśmy wszystko, co trzeba, aby przygotować się do mającej nastąpić wyprawy.

Ile czasu zajmowało charakteryzatorom przeistoczenie Cię w hobbita?

Jakieś dwie godziny. To znaczy, półtorej godziny trwała praca przy hobbickich stopach, a cała reszta - jakieś trzy kwadranse.

Teraz, kiedy widziałeś już gotowy film, która ze scen wywiera na Tobie największe wrażenie?

Najlepiej chyba będzie, jeśli powiem, co podobało mi się w pierwszej części, która jest już na ekranach. A więc... O Boże, to trudne zadanie! Wiele scen mi się bardzo podoba. Na przykład walka na Wichrowym Czubie, kiedy zewsząd nadchodzą Upiory Pierścienia. Niesamowite. Poza tym scena przy grobie Balina. W ogóle uwielbiam całą sekwencję, która rozgrywa się w Morii. Jest naprawdę fantastyczna.

Tolkienowski 'Władca Pierścieni' ma miliony fanów na całym świecie. Czy doświadczyłeś w jakiś sposób presji z ich strony? A może stałeś się dla nich kimś w rodzaju idola?

Idola albo Antychrysta, na dwoje babka wróżyła (śmiech). Kiedy pojawiłem się w Nowej Zelandii, stało się oczywiste, że każdy nasz ruch obserwuje krytycznie całe środowisko fanów. To jest tak: mnóstwu ludzi 'Władca Pierścieni' towarzyszył przez całe ich życie, Frodo jest dla nich kimś bardzo wyjątkowym. Każdy ma własną wizję Froda - jego wyglądu, głosu, zachowania. Próbowałem znaleźć złoty środek pomiędzy wymaganiami czytelników, wizją Petera, a także własnym przekonaniem co do tego, jaki Frodo powinien być. Kiedy zaczęliśmy zdjęcia, wszystkie moje obawy nagle się ulotniły. W kostiumie hobbita poczułem się jak we własnej skórze i wiedziałem, że udało mi się odnaleźć prawdziwego Froda. Teraz, po premierze filmu, już nie odczuwam presji, niemniej jednak podczas realizacji poświęciłem roli Froda Bagginsa naprawdę wiele namysłu.

Masz brata imieniem Zachariah (Zachariasz) i siostrę imieniem Hannah (Hanna). Sam nazywasz się Elijah (Eliasz). Czy Twoja rodzina jest bardzo religijna? Skąd te biblijne imiona?

Moja mama uwielbia Pismo Święte. Jesteśmy katolicką rodziną, ale nie należymy do religijnych fanatyków. Nasze imiona rzeczywiście pochodzą z Biblii, ale mama wybrała je głównie dlatego, że po prostu jej się spodobały.

Czy Twój gwiazdorski status wpłynął jakoś na rodzinne układy?

Nie. Rodzina bardzo mnie wspiera. Brat początkowo też próbował swoich sił w aktorstwie, nakręcił nawet parę reklamówek, ale potem poszedł do college'u i postanowił zaistnieć w branży gier komputerowych. Robi własną karierę i bardzo go to cieszy. Siostra z kolei studiuje i marzy o tym, aby zostać pisarką. Jej pasja to sztuki piękne. Tak więc każdy u nas w domu zajmuje się czym innym i nie ma powodu, aby jedno drugiemu czegokolwiek zazdrościło. Przeciwnie, pomagamy sobie nawzajem, jak tylko umiemy. Mogę powiedzieć o sobie, że jestem prawdziwym szczęściarzem, mając taką fantastyczną rodzinę.

Po tak monumentalnym projekcie, jakim był 'Władca Pierścieni', co zamierzasz robić w przyszłości? Czy Twoje następne filmy będą równie okazałe?

Teraz mam ochotę na coś kameralnego (śmiech). W zeszłym roku zrobiłem film 'Ash Wednesday' w reżyserii i ze scenariuszem Eda Burnsa. Naprawdę niewielki projekt. Zdjęcia trwały wszystkiego dwadzieścia dni, ja pracowałem osiem. Pod względem skali całkowite przeciwieństwo 'Władcy Pierścieni'. W lutym zaczynam zdjęcia do filmu 'Try Seventeen', to również bardzo kameralne przedsięwzięcie. Jednym słowem, nie obawiam się o przyszłość. Na pewno przez długi czas nie zaangażuję się w żadną historię fantasy. Zagrałem główną rolę w najlepszym filmie fantasy, jaki można sobie wyobrazić, więc...

A co byś powiedział na propozycję zagrania komiksowego superbohatera? Czy masz swoją ulubioną postać?

Hm, moją ulubioną postacią z komiksów jest Batman. Nie wiem jednak, czy chciałbym go zagrać. Bardzo trudno jest zrobić dobry film o superbohaterach, wiele produkcji tego rodzaju po prostu mi nie odpowiada. Mimo to gdybym miał kiedykolwiek zagrać komiksowego superherosa, to chciałbym, aby to był właśnie Batman.

Wiesz może, czy po sukcesie 'Władcy Pierścieni' Peter Jackson ma zamiar nakręcić 'Hobbita'?

'Hobbita'? Nie, nie ma mowy. Pytałem go nawet o to, bo wszyscy na planie byliśmy ciekawi, ale zaprzeczył - jest zbyt wyczerpany, żeby nawet myśleć o zrobieniu kolejnego filmu na podstawie Tolkiena. 'Władca Pierścieni' kosztował go mnóstwo pracy - to najambitniejsze i najtrudniejsze przedsięwzięcie, z jakim można się zmierzyć. Nie sądzę, żeby miał jeszcze ochotę na powtórkę. Z drugiej strony wiem, że sporo osób, które pracowały nad 'Władcą...', ma ochotę na 'Hobbita'. Czy jednak do jego realizacji dojdzie, nie wiem. Zobaczymy.



[Yola Czaderska-Hayek]