Hugh Jackman gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Nadchodzi Wolverine, największy twardziel wśród superbohaterów. Muszę uważać.

Hugh Jackman: Jest taki dowcip: jak wygląda gra wstępna po australijsku? Facet mówi do dziewczyny: 'To teraz uważaj, mała' (śmiech).

Skoro od tego zacząłeś, to mam ochotę zadać Ci bardzo głupie pytanie. Podczas oglądania 'X-Men 2' nie mogłam się powstrzymać od myśli: Biedny Wolverine, jak on sobie radzi w łóżku z tymi pazurami wyskakującymi przy każdym ruchu?

(Śmiech) Rzeczywiście, w jakimś momencie mogłoby się zrobić mało sympatycznie. Ale tak to już jest z tymi supermocami: skazują mutantów na mnóstwo wyrzeczeń. Na szczęście Wolverine napala się bardziej do walki niż do pójścia z kimkolwiek do łóżka; może to lepiej dla niego (śmiech).

W pierwszej części 'X-Men' wcieliłeś się w Logana niejako z marszu, był to Twój debiut zarówno w Hollywood, jak i w roli komiksowego superbohatera (Hugh Jackman został zaangażowany niemal w ostatniej chwili przed rozpoczęciem zdjęć; wcześniej przewidywano do tej roli Dougraya Scotta - YCH). Teraz miałeś czas, żeby się odpowiednio przygotować. Czy dzięki temu przy 'X-Men 2' pracowało Ci się łatwiej?

O tak, na pewno. Wszyscy, włącznie z Bryanem (Singerem - YCH) czuliśmy się o wiele pewniej, kręcąc 'dwójkę'. Podczas realizacji poprzednich 'X-Menów' dopiero po jakichś trzech, czterech tygodniach udało mi się oswoić z rolą. Dodatkowo, jak sama zauważyłaś, był to mój pierwszy hollywoodzki film; przez cały czas pobytu na planie odczuwałem jakiś niesamowity zawrót głowy. Wszystko działo się jakby poza mną. Kazali mi grać, to grałem. Przy 'X-Men 2' sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Miałem dużo czasu, aby poznać charakter Wolverine'a, przeczytać scenariusz i zgłosić swoje uwagi. Pozwoliłem sobie na zmianę kilku kwestii, a nawet kilku scen, jako że według mnie nie pasowały one do mojej postaci - przy 'jedynce' nawet przez myśl by mi nie przeszło coś podobnego! Wiele się nauczyłem między pierwszą a drugą częścią 'X-Men'.

Podobno na planie odwiedziła Cię siostra. Słyszałam, że wszyscy pomylili ją z Tobą?

No nie, bez przesady! Rzeczywiście, jesteśmy do siebie podobni, ale nie do tego stopnia! A historia wyglądała tak: moja siostra wpadła na plan i kiedy ludzie z ekipy ją zobaczyli, ktoś dla kawału zaproponował jej, aby przymierzyła mój kostium i charakteryzację: perukę, baki, dosłownie wszystko. Mnie wówczas nie było, kręciłem się gdzieś w okolicy. Jakiś czas później, gdy wróciłem do przyczepy, zawołała mnie makijażystka: 'Hugh, masz nowego dublera'. Wszedłem do środka i... oszalałem! (śmiech) Wiesz, moja siostra jest triathlonistką, więc ma całkiem rozbudowaną muskulaturę, ale naprawdę nie sądziłem, że będzie wyglądała identycznie, jak ja! A mnie się wydawało, że Wolverine to taki wielki macho, dwustuprocentowy facet. No cóż... Postanowiliśmy sprawdzić, czy reżyser da się nabrać. Podczas kręcenia jednej ze scen zastąpiła mnie siostra. To ten moment, gdy na ekranie ściana lodu rozdziela Wolverine'a i Strykera. Dwa pierwsze ujęcia nakręciłem ja, a podczas trzeciego niepostrzeżenie zastąpiła mnie siostra. Przez jakieś czterdzieści pięć sekund mocowała się z lodem tak samo jak ja - a reżyser obserwował jej twarz na monitorze i nie zauważył różnicy! Dopiero kiedy miała wygłosić jakąś kwestię, okazało się, że nie zna tekstu. Wtedy wkroczyłem przed kamerę, oświadczając: 'To może ja coś powiem, siostro'. Bryan był w stanie wykrztusić z siebie tylko: 'O mój Boże'. Niesamowicie to wyglądało! Może ten kawałek znajdzie się wśród wyciętych scen na DVD.

Po pierwszych 'X-Menach' zdobyłeś popularność niemal w mgnieniu oka. O ile wiem jednak, nie przewróciła Ci ona w głowie. Nadal jesteś wiernym, kochającym mężem.

W lutym obchodziliśmy z żoną siódmą rocznicę ślubu. Jak na Hollywood to już prawie złote gody! (śmiech) Wyszło nam obrzydliwie romantyczne święto. Wybraliśmy się do Paryża - to znaczy, nie specjalnie z okazji rocznicy, tylko w zupełnie innym celu, ale tak się akurat złożyło - i zastanawiałem się, co tu kupić Deb (Deborra-Lee Furness, żona aktora - YCH) na prezent. Byliśmy w Paryżu tylko we dwoje, Oscar (trzyletni adoptowany syn aktora - YCH) został w domu. Trzeba trafu, spotkałem znajomego, który zabrał mnie na wycieczkę po mieście. Zaszliśmy do pewnej galerii i zamiast jakiegoś uroczego drobiazgu kupiłem żonie obraz Picassa! Nie oryginał, to była jakaś reprodukcja. Ale gdybyś widziała minę Deb, gdy pojawiłem się z bukietem dwudziestu czterech róż w jednym ręku i Picassem w drugim!...

Kupiłeś żonie Picassa? Nie wolałeś podarować jej czegoś, jakby to powiedzieć, bardziej kobiecego?

Powinnaś zobaczyć ten obraz. Jest bardzo kobiecy.

Oj, nie żartuj! Wiesz, o co mi chodzi. Panie lubią dostawać różne sympatyczne upominki...

Zgoda, ale mojej żonie naprawdę trudno jest cokolwiek podarować, żeby ją uszczęśliwić. Nie ma tu żadnych reguł, zero przewidywalności. Ciężko mi się wstrzelić w jej gust. Już przy zakupie pierścionka zaręczynowego mało nie zszedłem na zawał - ale to akurat usłyszysz pewnie od każdego faceta... Rany, Deb mnie zabije, że Ci o tym mówię. Jak Ty to robisz, że wyciągasz ze mnie takie szczegóły? (śmiech)

Sama się zastanawiam.

No jasne.

A kto opiekował się Waszym synem, gdy Wy byliście w Paryżu?

Moja mama, czyli jego babcia. Jest w tym naprawdę dobra.

Wróćmy do 'X-Menów'. Mutanci z komiksu Marvela to outsiderzy, którzy cierpią z powodu swojej odmienności i poszukują akceptacji. Jesteś w stanie identyfikować się z takim nastawieniem?

Wydaje mi się, że każdy z nas potrzebuje akceptacji. Jeśli o mnie chodzi, to jako nastolatek miałem straszne problemy z różnymi kompleksami. Wydawało mi się, że nikt mnie nie rozumie. Niesamowitą szkołą życia były dla mnie początki kariery aktorskiej. Miałem dwadzieścia kilka lat i wychodziłem na scenę z poczuciem, że wszyscy patrzą na mnie tylko po to, żeby skrytykować mój występ. Wmawiałem sobie, że jestem jakimś żałosnym dupkiem, że nie nadaję się do tego zawodu... Na szczęście to minęło. Tutaj, w Hollywood, czuję się o wiele lepiej. W końcu jestem wśród swoich - więcej tu Australijczyków, niż w moich rodzinnych stronach (śmiech).

Po pierwszej części 'X-Men' została Ci blizna na kolanie. Odniosłeś jakieś kontuzje na planie 'dwójki'?

Na szczęście nie. Tylko parę siniaków, nie ma o czym mówić. Za to biednej Kelly Hu nieźle się dostało! Ujęcia pojedynku Wolverine'a z Lady Deathstrike powtarzaliśmy wielokrotnie. Kelly, jako posiadaczka czarnego pasa, umie markować ciosy, ja niestety nie. Więc dosłownie stłukłem tę dziewczynę na kwaśne jabłko! W końcu reżyser musiał mi zwrócić uwagę, żebym przestał ją przepraszać po każdym uderzeniu: 'Hugh, psujesz mi ujęcie, odzywaj się dopiero wtedy, kiedy skończymy'. Było mi strasznie głupio, Kelly jednak zachęcała mnie: 'Wal mocniej!'. Po jakichś czterech nieudanych podejściach miałem już dość. Kelly więc zaczęła podpuszczać mnie od innej strony: 'Australijczycy nie mają jaj! Tylko na tyle cię stać?' - i tak dalej. No i w jakimś momencie naprawdę ją walnąłem, i to chyba wtedy, kiedy się tego nie spodziewała. Celowałem w brzuch, ale dziewczyna tak jakoś się odchyliła, że trafiłem ją w lewą pierś. Auć! Potem już walczyła ze mną dublerka (śmiech). Jednym słowem, Kelly wyszła z tego w gorszym stanie niż ja. Ale to twarda sztuka.

Wolverine w 'dwójce' pokazuje swoją wrażliwą stronę. Zakochuje się, ale zostaje odrzucony. Czy Tobie zdarzyła się kiedykolwiek podobna sytuacja?

Oczywiście. Też kiedyś zakochałem się i zostałem odrzucony. A kto przez to nie przeszedł? Na szczęście Wolverine dość szybko dochodzi do siebie. Co do mnie, to różnie bywało. Czasami to ja porzucałem, czasami to zostawiano mnie. Nie zawsze umiałem zachować się porządnie. Dziś, z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że małżeński związek jest o wiele fajniejszy niż samotność. Chyba się ze mną zgodzisz?

Logan to nie tylko najpopularniejszy mutant ze składu X-Men, ale i jeden z najbardziej znanych komiksowych superbohaterów. Masz świadomość, ile wymagają od Ciebie zagorzali fani Wolverine'a?

Powiem Ci szczerze: rola tego typu sprawia, że postać staje się ważniejsza niż aktor. Wolverine należy już do mitologii popkultury, podobnie jak na przykład Han Solo z 'Gwiezdnych wojen' albo Brudny Harry i Mad Max. To outsider skłócony z całym światem, i chyba właśnie za to fani go tak uwielbiają. Po premierze pierwszej części na ogół chwalono moją kreację, pojawiło się jednak kilka głosów krytycznych. Dowiedziałem się, że mój Wolverine jest zbyt łagodny, że daleko mu do napadów niekontrolowanego szału, które cechowały Logana w komiksie. 'Pierze nie fruwało', jak to ujął któryś z widzów. Trochę się zdziwiłem, bo na planie wydawało mi się, że gram twardziela - ale potem obejrzałem sobie gotowy film i doszedłem do wniosku, że faktycznie ekranowy Wolverine jest jakiś taki dziwnie spokojny. Postanowiłem więc w 'dwójce' zbliżyć się trochę bardziej do komiksowego pierwowzoru. Bardziej - dosłownie i w przenośni - pokazać pazury. Mam nadzieję, że moja rola spodoba się fanom. Jest w tym filmie wiele smaczków przeznaczonych głównie dla nich.

Chciałbyś zagrać Logana w kolejnych filmach?

Czemu nie? Wszystko zależy od scenariusza i pomysłu na fabułę. Serial 'X-Men' opowiada o uprzedzeniach, dyskryminacji i lęku przed innością. Trzeci film, jeżeli powstanie, musi nadal bazować wokół tej tematyki. Nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. Tyle, że podziały i rozdźwięki, co widać już w 'dwójce', zaczynają coraz wyraźniej zarysowywać się wśród samych mutantów. To, że zostali wspólnie wypchnięci poza nawias społeczeństwa, nie znaczy, że łączy ich ta sama ideologia czy cokolwiek w tym stylu. Każdy spośród X-Menów jest jedyny w swoim rodzaju, muszą więc wśród nich narodzić się antagonizmy. Gdyby seria miała pójść w tym kierunku, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zagrać w kolejnych częściach. A co do mojej postaci - w drugiej części Wolverine odkrył całkiem sporo ze swojej przeszłości, ale wciąż jeszcze ma w życiorysie mnóstwo dziur do zapełnienia. Scenarzyści na pewno coś wymyślą, aby Logan jeszcze przez długi czas nie mógł narzekać na nudę. A wraz z nim, mam nadzieję, także widzowie.



[Yola Czaderska-Hayek]