Jada Pinkett Smith gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Świat znowu oszalał na punkcie "Matriksa". Dołączyłaś do grona postaci tworzących legendę tego filmu. Masz świadomość, że kilkaset milionów ludzi będzie postrzegać Cię jako wojowniczą Niobe?

Jada Pinkett Smith: Nie jestem do końca o tym przekonana. Pierwszoplanowi bohaterowie całej serii to nadal Keanu, Carrie-Anne i Laurence. Cieszę się, że mogłam wziąć udział w tym projekcie, cały czas jednak pamiętam, iż Niobe nie jest najważniejszą postacią filmu.

No właśnie, po obejrzeniu "Reaktywacji" byłam zaskoczona, że Twój wątek zajmuje tak niewiele miejsca.

Tak postanowili bracia Wachowscy. Po pierwsze dlatego, że Niobe odegra o wiele ważniejszą rolę w trzeciej części. Po drugie, Niobe to główna bohaterka gry "Enter The Matrix". To, co zobaczyłaś w kinie, to tylko wstęp do tego, co będziesz mogła obejrzeć na ekranie komputera, dlatego Wachowscy nie chcieli przedwcześnie zdradzać tajemnic dotyczących Niobe. Gdybyś dowiedziała się zbyt wiele o mojej postaci, gra nie sprawiłaby ci już takiej przyjemności. Można powiedzieć, że to właściwie oddzielny film, którego fabuła przeplata się z "Reaktywacją". Punkt wyjścia stanowią wydarzenia pokazane w "Ostatnim locie Ozyrysa". Niobe na wieść o zniszczeniu statku wkracza do Matriksa, aby odnaleźć paczkę, którą przed śmiercią bohaterka "Ostatniego lotu..." zostawiła w skrzynce pocztowej.

Kręcąc jednocześnie dwie części "Matriksa", miałaś okazję spędzić trochę czasu w towarzystwie Keanu Reevesa. Czy naprawdę jest taki skryty i tajemniczy, jak się wydaje?

O, tak! Nawet bardzo. I właśnie ta jego tajemniczość jest w nim niezwykle pociągająca. To nie jest poza, to nie jest medialny, zmyślony od początku do końca wizerunek. Nic z tych rzeczy. Keanu naprawdę jest wyciszony, skromny i pełen sekretów. Mnie na przykład to intryguje, sprawia, że chciałabym dowiedzieć się, o czym myśli, co czuje, jak postrzega świat. To po prostu niesamowicie ciekawy człowiek.

Czy bracia Wachowscy od razu zdecydowali, że zagrasz Niobe, czy też musiałaś przejść jakieś zdjęcia próbne?

O ile wiem, napisali tę rolę specjalnie dla mnie. Problem w tym, że gdy spotkaliśmy się, by porozmawiać o "Matriksie", byłam w dziewiątym miesiącu ciąży. Wachowscy przez moment zwątpili, czy dam sobie radę - pytali: Czy na pewno wiesz, na co się porywasz? - przekonałam ich jednak, że gdy tylko urodzę, prawie od razu możemy kręcić zdjęcia. Zgodzili się - no i proszę, oto jestem!

Andy i Larry Wachowscy są bardzo tajemniczy. Unikają kontaktów z prasą, nie udzielają informacji na swój temat. Czy na planie zachowywali się z podobną rezerwą?

Nie, skądże. Musisz zdać sobie sprawę, że kręcąc dwie części "Matriksa", znajdowali się pod ogromną presją. Dlatego z wielkim skupieniem pracowali nad osiągnięciem takiego efektu, o jaki im chodziło. Niemniej jednak wspierali nas, aktorów, przy każdej okazji. Starali się zaspokajać wszystkie nasze potrzeby. Pamiętam, że w dość zabawny sposób tłumaczyli nam, jak mamy się zachowywać w poszczególnych scenach. Larry na przykład posługuje się efektami dźwiękowymi. Na przykład: Jada, jak wchodzisz do pokoju, to słychać takie PSZSZSZ, PSZSZSZ! Rozumiesz: jesteś silną kobietą, masz władzę, skupiasz na sobie uwagę wszystkich. I w taki właśnie sposób kręciliśmy ujęcie za ujęciem. Bardzo mi odpowiadał ten sposób komunikacji. Nie wszyscy aktorzy jednak czuli się z tym dobrze. Niektórzy wręcz pytali: O co chodzi z tym pszszsz, pszszsz?. Ja nie miałam takich problemów. Przychodził Larry i mówił: Słuchaj, Jada, jesteś na statku, w jakimś momencie chwytasz ster, próbujesz go obrócić i wtedy robisz takie MMMMMMMNNNN!. Ja na to: Wszystko jasne: ster jest ciężki, muszę użyć siły, żeby nim kierować. Larry: OK, nałożymy ci na twarz trochę potu. I już, jazda, kamera idzie w ruch. Tak to wyglądało. Naprawdę, prościej już chyba nie można. Gdybyś spojrzała na Wachowskich z boku, pewnie pomyślałabyś, że to wariaci. Mają bardzo konkretną, szczegółową wizję, nie chcą jednak nikomu nic sugerować, nie chcą narzucać się ze swoją interpretacją. Na planie przekazywali nam tylko ogólne uwagi - mogłabym to przyrównać do pracy malarza, który szkicuje tylko kilka najważniejszych kresek, nałożenie koloru zaś pozostawia nam, aktorom. Myślę, że z podobnego powodu bracia Wachowscy nie chcą rozmawiać z dziennikarzami. Na sto procent podczas każdego wywiadu musiałoby paść pytanie: o czym właściwie jest "Matrix"? Andy i Larry pragną, aby widzowie mogli zinterpretować "Matrixa" we własny sposób, aby odkryli ten film dla siebie. Chodzi o swobodę odbioru. Wachowscy unikają publicznych wystąpień nie dlatego, że są zbyt nieśmiali lub aroganccy. Po prostu nie chcą tłumaczyć wszystkim, "co autor chciał przez to powiedzieć". Dla każdego z nas "Matrix" symbolizuje co innego, i to jest chyba najważniejsze.



[Yola Czaderska-Hayek]