Brad Pitt gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Jaki masz ładny naszyjnik! Czyżbyś zagustował w biżuterii?

Brad Pitt: Naszyjnik? A rzeczywiście! Nie, to nie moja biżuteria. Parę dni temu zaczęliśmy kręcić "Ocean's Twelve". Bohater, którego gram, nosi takie różne zabawne błyskotki, a ja chcę się do tego przyzwyczaić.

Na ekrany kin wchodzi Twój najnowszy film: "Troja". To opowieść osnuta wokół wątków z "Idiady" Homera. Jak sądzisz, czy we współczesnej kulturze starożytna mitologia ma jeszcze rację bytu?

Człowiek zawsze potrzebuje odpowiedzi na podstawowe pytania: "Skąd pochodzę? Dokąd zmierzam?", niezależnie od epoki, w której żyje. Bardzo często szukamy odpowiedzi, odwołując się do naszej historii. Postacie mitologicznych bohaterów reprezentują wartości, stanowiące uniwersalny kanon kultury. Oczywiście każdy ma swoją mitologię, z której czerpie na swój sposób. Dla jednych punktem odniesienia są komiksowe opowieści o superbohaterach, dla innych - klasyczne teksty w rodzaju "Iliady". A skoro wspomniałem już o "Iliadzie"... To niesamowite, jak bardzo ta historia, opisana przez Homera przed tysiącami lat, brzmi nadal świeżo i aktualnie. Nic więc dziwnego, że artyści wciąż do niej nawiązują - czego dowodem jest chociażby film "Troja".

Dla współczesnych widzów takimi mitycznymi, otoczonymi kultem postaciami są z pewnością gwiazdy kina. Jak się czujesz w roli żywej legendy?

Hej, bez przesady!

Wcale nie przesadzam. Ostatnio w programie "I Want A Famous Face" (show, w którym uczestnicy za wszelką cenę pragną upodobnić się do sławnych osób - YCH) dwóch nastolatków przeszło operację plastyczną, bo chcieli wyglądać jak Brad Pitt.

Słyszałem o tym. Dziwaczna rzecz. Nie sądziłem, że ktoś mógłby w ogóle wpaść na taki pomysł. I że w ogóle rodzice pozwalają dzieciakom na operacje plastyczne? Przerażające. I w dodatku bez sensu: chcesz zwrócić na siebie uwagę i w tym celu naśladujesz kogoś innego? Trzeba być sobą. Najważniejsze jest to, co kryje się w twoim wnętrzu. Twoja osobowość, inteligencja, charakter. Jeżeli ktoś jest tego wszystkiego pozbawiony, to nawet najbardziej atrakcyjna twarz mu nie pomoże - ani własna, ani tym bardziej cudza.

A co powiesz na to, co wypisują o Tobie gazety?

Dawno temu przestałem się tym przejmować. Po pierwsze dlatego, że w pracy nie mam czasu na czytanie gazet, a po drugie z brukowcami i tak się nie wygra, więc po co tracić nerwy? Ostatnia historia na mój temat, jaką pamiętam, ukazała się kilka lat temu i nosiła tytuł "Najbardziej Przerażony Człowiek Na Świecie". Ktoś napisał, że kilka razy spotkałem się z Robin Givens tuż po tym, jak odeszła od Mike'a Tysona. Na zdjęciu olbrzymi, wściekły Tyson robił "WRRRR", a ja stałem taki malutki gdzieś z boku. Strasznie mnie to rozśmieszyło.

Wróćmy do "Troi": jak doszło do tego, że zagrałeś w tym filmie?

Zacznijmy od tego, że każdy chciałby zagrać muskularnego półboga w monumentalnej superprodukcji. Nie oparłem się więc pokusie. A poza tym? Jak już mówiłem wcześniej: "Iliada" to jeden z fundamentów naszej kultury - fundament o tyle ważny, że wciąż aktualny, wciąż stanowiący źródło inspiracji i wciąż na nowo interpretowany. Pomyślałem sobie: skoro opowieść o wojnie trojańskiej to absolutna klasyka, to film na jej podstawie również ma szansę, aby przejść do historii. A jeśli tak, to ja chcę w nim zagrać. Zainteresowała mnie też sama rola Achillesa. Nigdy wcześniej nie miałem okazji wcielić się w postać z kostiumowego hollywoodzkiego - powiedzmy nawet, trochę staromodnego - fresku. Byłem ciekaw, jak się pracuje przy tego rodzaju produkcji.

Premiera "Troi" ma miejsce w momencie, gdy na świecie toczy się inna, prawdziwa wojna. Czy to nie ironiczny zbieg okoliczności?

Ja bym tego nie nazwał ironią. Hollywood jest bardzo wyczulone na pewnego rodzaju tematy i raz na jakiś czas na ekrany wchodzi równocześnie kilka filmów o tym samym - na przykład o wielkich asteroidach, które chcą uderzyć w ziemię i spowodować koniec świata (śmiech). Sukces "Gladiatora" otworzył drogę do realizacji innych widowisk osadzonych w starożytności: dla "Troi", "Aleksandra Wielkiego" i takich tam. Ale kiedy tak się nad tym zastanowić, to chyba faktycznie coś jest na rzeczy. W Fabryce Snów powstało ostatnio sporo filmów poświęconych wojnie i z pewnością ma to związek z ostatnimi wydarzeniami na świecie. Wydaje mi się jednak, że "Troja" pokazuje - jakby to powiedzieć - szlachetny sposób prowadzenia wojny. Widać to zwłaszcza w scenie rozmowy Achillesa z Priamem. Obydwie strony toczą ze sobą walkę, niemniej jednak darzą się wzajemnym szacunkiem. Wojowników obowiązuje pewien honorowy kodeks. Ich tragedia polega na tym, że personalnie nie czują do siebie nienawiści i nie pragną ze sobą walczyć, niemniej jednak muszą. Mam wrażenie, że tego typu podejście jest obce naszej amerykańskiej kulturze, w której dominuje podejście: "oko za oko, ząb za ząb". Zauważyłaś, jak wiele powstało u nas opowieści o zemście? Jeżeli ktoś nas kopnie w kostkę, to my go kopniemy w kolano. W ten sposób nakręca się spirala przemocy, nad którą nikt nie jest w stanie zapanować.

Masz już doświadczenie z wojny trojańskiej. Jak myślisz, czy byłby z Ciebie dobry żołnierz?

Oj, nie wiem. Nie nadaję się do bezmyślnego wykonywania rozkazów. Poza tym tak naprawdę nie mam ochoty robić nikomu krzywdy. Z takim podejściem trudno sobie poradzić w sytuacji, gdy cię atakują i musisz się bronić, żeby przeżyć.

Występujesz w bardzo różnych filmach: od gwiazdorskich superwidowisk, w których wyglądasz rewelacyjnie, po niszowe, niezależne superprodukcje, w których na ogół pozwalasz się oszpecić. Pamiętam, że kiedyś przed długi czas paradowałeś z taką obrzydliwa brodą...

A tak! Chodzi Ci o film "The Fountain".

No właśnie. Zdaje się, że nigdy nie powstał. Mógłbyś powiedzieć coś na ten temat?

Oczywiście. "The Fountain" to autorski projekt Darrena Aronofsky'ego, którego uważam za świetnego filmowca i niesamowitego wizjonera. Przez półtora roku usiłowaliśmy powołać całą rzecz do życia. Niestety podczas przygotowań okazało się, że budżet rośnie w zawrotnym tempie, realizacja pochłaniała coraz więcej czasu... W pewnym momencie podjąłem bolesną decyzję - bolesną, bo bardzo lubię Darrena i podobała mi się współpraca z nim - o wycofaniu się z tego projektu. Doszedłem do wniosku, że lepiej teraz się potknąć i wstać, niż później polecieć w przepaść. To było jakieś dwa lata temu. Teraz, jak słyszę, Darren wznowił pracę nad "The Fountain" i na jesieni rozpoczną się zdjęcia. A moją rolę zagra Hugh Jackman.

Porozmawiajmy na moment o Twoim małżeństwie. Niedawno Jennifer Aniston definitywnie zakończyła realizację serialu "Przyjaciele". Jakie ma teraz plany na przyszłość?

Trudno powiedzieć. Na razie Jenna znajduje się w dość szczególnym położeniu. Dla niej rozstanie z "Przyjaciółmi" to koniec pewnej epoki. Teraz musi się zdecydować, jaką drogę wybierze. Film, telewizja, a może... rodzina? Cokolwiek postanowi, życzę jej jak najlepiej, choćby tylko dlatego, że po prostu uwielbiam oglądać ją na ekranie.

Czy to prawda, że dodała Ci otuchy, gdy próbowałeś rzucić palenie?

Walczyłem z nałogiem podczas kręcenia "Troi". Mówię Ci, to było okropne! Przez pierwsze cztery dni miałem ochotę kogoś zabić (śmiech). Dosłownie chodziłem po ścianach. To idiotyczne, wiem, ale nic nie mogłem na to poradzić. Udało mi się nie zwariować dzięki pomocy Jen. Dzięki niej jakoś pozbierałem się do kupy. A potem, kiedy się wydawało, że już po wszystkim, sięgnąłem po papierosa. No i koniec, znów musiałem zaczynać wszystko od początku. Na planie "Mr. and Mrs. Smith" znów postanowiłem rzucić palenie, potem znów do niego wróciłem... Powtarzam sobie bez przerwy: papierosy są niedobre, papierosy są niedobre... oprócz tego, że są naprawdę dobre! (śmiech) Chyba się już z tego nie wyzwolę (Brad wyjmuje z kieszeni świeżą paczkę papierosów). Oczywiście będę próbował. Za każdym kolejnym razem rzucanie palenia jest coraz łatwiejsze.

Kupiliście dom tutaj, w Los Angeles. Podobno strasznie się pokłóciliście przy jego urządzaniu?

I to nawet parę razy! Ale oczywiście to ja zawsze miałem rację (śmiech). Chociaż Jen powie Ci pewnie co innego. Na szczęście udało nam się pójść na pewien kompromis i wybrać to, co najlepsze z naszych obydwu projektów. Tak poza wszystkim, naprawdę zależało nam na tym, aby nasz dom był najbardziej przytulnym miejscem na świecie. Takim zakątkiem, do którego chce się wracać po ciężkim dniu na planie filmowym. A kiedy jeszcze pojawią się dzieci - bo tego oczywiście nie wykluczam - chciałbym, aby również pokochały ten dom. Nie mam złudzeń, że moja filmowa kariera będzie trwać wiecznie. Dobiegam już czterdziestki i wkrótce na moim miejscu pojawi się ktoś inny. Tyle jest przecież nowych twarzy, nowych nazwisk... Najwyższa pora na jakiś płodozmian! Kiedy więc wreszcie Hollywood straci mną zainteresowanie, zawsze będę miał takie miejsce, w którym pogodnie uda mi się spędzić resztę życia.



[Yola Czaderska-Hayek]