Keira Knightley gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Zanim zaczniemy rozmawiać na temat "Króla Artura", chciałam Ci zadać osobiste pytanie, tak między nami dziewczynami. Dlaczego zawsze spuszczasz pukle włosów na czoło? Masz takie piękne brwi; w ogóle ich nie widać!

Keira Knightley: Bo mam trądzik, i kiedy spuszczam włosy na czoło, to go nie widać (śmiech).

W porządku, nie powiem nikomu. Teraz przejdźmy do rzeczy: w "Królu Arturze" grasz Ginewrę, niezwykle silną i wojowniczą kobietę. Czy łatwo Ci się było z nią utożsamić?

Jeżeli chcesz wiedzieć, czy jestem równie silna, jak Ginewra, to powiem szczerze: nie mam pojęcia. Owszem, potrafię wytrzymać wiele trudności, jakie wiążą się z moją pracą - a to wymaga od człowieka naprawdę wiele! - ale podejrzewam, że gdybym znalazła się w takiej sytuacji, jak moja filmowa bohaterka, mogłabym nie dać sobie rady. Ginewra, widząc zbliżających się wrogów na polu bitwy, zaparłaby się tylko mocniej nogami w ziemię; ja prawdopodobnie wiałabym stamtąd, ile sił. Niemniej jednak wydaje mi się, że nie należę do słabeuszy.

Z łukiem radziłaś sobie całkiem nieźle...

Już jako dzieciak uczyłam się strzelania z łuku. Także w jednym z moich poprzednich filmów miałam do czynienia z cięciwą i strzałami. Przed realizacją "Króla Artura" trenowaliśmy z instruktorem przez trzy miesiące. Wyszło świetnie - strzelałam lepiej od wszystkich facetów. I to się liczy (śmiech).

Również w scenach walki biłaś się tak samo dzielnie, jak mężczyźni.

Miałam wokół siebie samych przystojnych chłopców w skórach. Szczęściara ze mnie (śmiech). Naprawdę, było fajnie. Po tym, jak zagrałam w "Piratach z Karaibów", poprosiłam Jerry’ego Bruckheimera: "Jeżeli obsadzisz mnie w następnym filmie, to chcę brać udział w scenach walki". Zgodził się. Dzięki niemu Ginewra wyrosła w scenariuszu na niepokonaną wojowniczkę. Ucieszyłam się, bo szczerze mówiąc, podobają mi się w filmach silne bohaterki. Nie chciałam, aby Ginewra była kolejną bezwolną panienką, która tylko czeka, aż uratuje ją jakiś mężczyzna. Nic z tych rzeczy! Moja postać to naprawdę ktoś. Lepiej z nią nie żartować, bo można poważnie oberwać. Nawiasem mówiąc, bardzo mi się podobały te wszystkie bitwy, potyczki i pojedynki. Było super. Chwilami wydawało mi się, że znów mam jedenaście lat i tłukę się z chłopakami na podwórku.

Rzeczywiście tłukłaś się z chłopakami?

Skłamałabym, mówiąc, że byłam grzecznym dzieckiem. To znaczy, w szkole zachowywałam się cicho i poprawnie. Ale poza szkołą... Lepiej nie mówić. Gdy bawiliśmy się z chłopakami w rycerzy i księżniczki, to ja oczywiście byłam rycerzem. Za nic nie chciałam udawać księżniczki! Miałam nawet plastikowy miecz i tarczę.

Sprawiasz wrażenie osoby dość pewnej siebie. Czy kiedykolwiek przed kamerą zjadła Cię trema?

Oczywiście! Często jestem stremowana, ale staram się to dobrze ukrywać. Nie obnoszę się ze swoimi stresami. Wydaje mi się zresztą, że dzięki temu podczas kręcenia "Króla Artura" byłam w stanie lepiej zrozumieć, co na przykład czuła Ginewra przed zbliżającą się bitwą. Moja bohaterka również musiała walczyć ze strachem. Nie mogła dać po sobie poznać, że wrogowie budzą w niej przerażenie. Przeciwnie, sprawiała wrażenie pewnej siebie i agresywnej. Dzięki temu to jej się obawiano.

Twoja Ginewra bardzo się różni od wizerunku, do jakiego przyzwyczaiła nas legenda o królu Arturze. Twarda wojowniczka wydaje się równorzędną partnerką władcy. Mam wrażenie, że feministki bardzo ucieszą się z tego filmu...

Mówi się, że o czynach wybitnych mężczyzn decydują wybitne kobiety. To by się zgadzało (śmiech). Wydaje mi się jednak, że regułę tę można odwrócić. Czasami to mężczyźni decydują o tym, co robią kobiety. Sama nie wiem. Ginewra, którą gram, na początku filmu jest wyrachowaną manipulatorką, która robi wszystko, aby osiągnąć swój cel. Nie cofnie się nawet przed uwiedzeniem mężczyzny, jeśli to sprzyja jej dążeniom. W pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że jest w Arturze zakochana - to sprawia, że zaczyna bardziej kierować się emocjami, niż zimnym rozsądkiem. Nie chciałabym mówić źle o mojej bohaterce, mam jednak wrażenie, że gdyby Ginewra nie spodziewała się, że związek z Arturem przyniesie jej korzyść, zabiłaby w sobie to uczucie. Nie pozwoliłaby sobie na niepotrzebną miłość. Jeśli taka postać, jak ona, żyłaby w dzisiejszych czasach, na pewno zrobiłaby zawrotną karierę w polityce.

Wspomniałaś przed chwilą o Jerrym Bruckheimerze. Powiedz, jak Ci się z nim pracowało? "Król Artur" to jego drugi, po "Piratach z Karaibów", wysokobudżetowy film, w jakim zagrałaś.

Uwielbiam Jerry’ego. To niesamowity facet. Cenię go szczególnie za to, że nie lubi się powtarzać: wszystkie jego filmy stają się ogromnymi przebojami, ale tak naprawdę każdy z nich jest inny od pozostałych. Wielu producentów usiłuje dokonać tej sztuki, ale tylko garstka może powiedzieć, że im się udało. Fantastycznie nam się współpracowało na planie "Piratów z Karaibów" i gdy dowiedziałam się, że Jerry szykuje następną produkcję, natychmiast zgłosiłam się. Bardzo chciałam znów u niego zagrać.

Nie wiesz może, czy Jerry ma w planach kontynuację "Piratów z Karaibów"?

Powodzenie tego filmu wszystkich nas zaskoczyło. Nie spodziewaliśmy się, że pójdzie aż tak dobrze! Co do kontynuacji, to obawiam się, że musisz skierować to pytanie bezpośrednio do Jerry’ego. Nie wiem kompletnie nic na ten temat, ale nie zdziwiłabym się, gdyby wyszło na jaw, że trwają już przymiarki do kolejnej części.

Wróćmy do "Króla Artura". Twój filmowy kostium wygląda bardzo seksownie...

Prawdę mówiąc, jego zaprojektowanie zajęło sporo czasu. Kilka miesięcy, jeżeli dobrze pamiętam. W pierwotnej wersji miałam występować ubrana w zbroję. Ktoś jednak w pewnym momencie zapytał: "Zaraz, a skąd ona ma ten pancerz? Przecież to nie ma sensu, Celtowie nie walczyli w zbrojach". Zapadła więc decyzja, aby upodobnić mój kostium do stroju moich filmowych ziomków. Tu powstał pewien problem, jako że według historycznych źródeł Celtowie i Piktowie bili się nago. Od razu powiedziałam: "Nic z tego".

Czemu?

Powiedzmy, że za bardzo rozpraszałoby to widzów.

I tej wersji będziemy się trzymać. A jak sobie radziłaś, występując w miłosnych scenach? Clive Owen jest od Ciebie znacznie starszy...

No cóż, to po prostu część mojej pracy (śmiech).

Bez przesady! Tak to mogłaby powiedzieć urzędniczka: "Och, to po prostu kolejny nudny dzień w biurze"...

Bo tak naprawdę jest! (śmiech) Tu nie ma miejsca na krygowanie się. Odgrywanie intymnych uczuć to dla aktora po prostu jeszcze jedno zadanie. Oczywiście uważam, że tego typu sceny muszą nieść w sobie jakieś przesłanie, muszą być czymś uzasadnione. Jeśli tak nie jest, odmawiam ich zagrania. W "Królu Arturze" na szczęście nie musiałam paradować nago. Tak naprawdę miałam na sobie więcej ubrania, niż podczas finałowej bitwy! Mówiąc krótko: dla mnie był to po prostu kolejny dzień w biurze (śmiech). Choć, nie ukrywam, bardzo przyjemny (śmiech).

Jesteś teraz bardzo zapracowana, dużo podróżujesz... Dokąd wracasz, gdy masz wolny czas? Czy jest jakieś miejsce na świecie, o którym możesz powiedzieć: "mój dom"?

Mam swoje mieszkanie w Londynie. Nieczęsto tam bywam, jako że w wolnych chwilach odwiedzam przyjaciół i rodzinę. Na razie nawet nie ma mebli, a dach przecieka. Potrzebuję około tygodnia, żeby urządzić wszystko jak trzeba: kupić meble, pomalować ściany... Na razie jedyne wyposażenie, jakie mam, to materac do spania (śmiech).

Mówią o Tobie: "najpiękniejszy brytyjski towar eksportowy". To rola, z jakiej bardzo łatwo wypaść. Zważywszy na to, co niedawno przytrafiło się Davidowi Beckhamowi...

Serdecznie współczuję Beckhamowi. Ta chwila słabości, gdy na Mistrzostwach Europy nie strzelił karnego, kosztowała go naprawdę wiele.

Beckham źle podkręcił?

O tak, podkręcił zupełnie nie jak Beckham (dwa lata temu Keira Knightley zagrała w filmie "Podkręć jak Beckham" - Y. Cz-H.)

Niedługo wchodzisz na plan Twojego następnego filmu: "The Jacket". Mogłabyś powiedzieć dwa słowa o tym projekcie?

Gram Amerykankę. Kelnerkę cierpiącą na alkoholizm. To zupełnie inna postać, niż Ginewra czy Elizabeth z "Piratów...". I w tym cała rzecz: staram się, aby moje kolejne role były krańcowo odmienne od poprzednich. Dla mnie praca aktora oznacza nieustanne przemiany, metamorfozy. Nienawidzę się powtarzać, wpadać w rutynę. Zawsze najbardziej interesuje mnie coś, z czym wcześniej nie miałam do czynienia. Dlatego właśnie zgodziłam się zagrać w "The Jacket". No a poza tym film produkuje George Clooney! Ten facet jest niesamowity! Spotkał się z nami któregoś dnia. Nie byłam w stanie powiedzieć nawet słowa! Tylko: "Dzień dobry" i "Do widzenia" - i koniec. Po prostu na jego widok odebrało mi mowę.

W ciągu ostatnich kilku lat stałaś się popularna na całym świecie. Czy ta raptowna sława wpłynęła jakoś na Twoje życie?

Przyznam Ci się, że przez cały ten czas nie miałam nawet chwili, żeby się nad tym głębiej zastanowić. Po prostu non stop pracuję. A plan filmowy to bardzo hermetyczne, odizolowane od reszty świata środowisko. Swego rodzaju kokon, w którym można czuć się bezpiecznie. To mi odpowiada. Ale, odpowiadając na Twoje pytanie: owszem, zauważam zmiany. Teraz trudno mi normalnie wsiąść do autobusu. Od razu przyciągam spojrzenia. Strasznie dziwne uczucie: tylu ludzi mnie zna, a ja ich nie znam wcale. Na szczęście nie mam powodu do narzekania. Nie jest tak źle.

Jak długo zamierzasz utrzymywać takie tempo? Nie myślałaś o tym, żeby trochę zwolnić? Choćby tylko po to, żeby mieć więcej czasu dla swoich bliskich.

To po prostu praca, jak każda inna. I na pewno nie zamierzam jej poświęcać całego życia. Kontakt z bliskimi jest dla mnie bardzo ważny i zawsze staram się wykroić choćby parę chwil na to, żeby do nich zadzwonić czy żeby wysłać wiadomość.

A spotkania z chłopakiem?

Na to zawsze mam czas.

Wbrew temu, co mówiłaś wcześniej, musisz mieć naprawdę sporo siły, żeby wytrzymać taki forsowny tryb życia. Stosujesz jakieś specjalne diety, żeby dodać sobie energii? Gimnastykujesz się?

Mam mocny sen (śmiech).

I to wszystko?

Co do rozmaitych diet, to stosuję je tylko wtedy, gdy przygotowuję się do konkretnej roli - na przykład w "Królu Arturze", gdzie musiałam wyglądać atletycznie. Na co dzień jednak, kiedy słyszę słowa "zdrowa żywność", od razu mam ochotę napchać się chipsami albo iść na lody.

No dobra. Kończmy więc ten wywiad i chodźmy na lody.

Bardzo proszę!



[Yola Czaderska-Hayek]