Tobey Maguire gościem Yoli



Yola Czaderska-Hayek: Nie wiem, czy widziałeś już drugą część "Kill Bill" Quentina Tarantino. Jest tam taka zabawna scena, w której David Carradine wygłasza monolog na temat komiksowych superbohaterów, między innymi Spider-Mana.

Tobey Maguire: Niestety, nie widziałem jeszcze "Kill Bill", ale mam zamiar nadrobić zaległości. Co takiego David Carradine mówi o Spider-Manie?

Mówi między innymi, że ani Spider-Man, ani Batman nie zasługują na miano superbohaterów. To kostiumy czynią z nich postacie godne uwagi. Tak naprawdę jedynym superbohaterem z prawdziwego zdarzenia jest Superman...

No cóż, jeśli Quentin Tarantino naprawdę tak uważa, to chyba musimy się spotkać na udeptanej ziemi (śmiech). Oczywiście żartuję. Rozumiem jego nastawienie. Superman jest wyjątkowy między innymi przez to, że pochodzi z innej planety i swoje nadzwyczajne moce posiada już od urodzenia. Inne postacie z komiksów, w tym także Spider-Man, to zwyczajni ludzie, którzy zyskali niezwykłe właściwości na przykład wskutek wypadku.

Jak uważasz, czy dzięki temu łatwiej się z nimi identyfikować?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, jako że nie umiem zdystansować się do postaci Spider-Mana. Za bardzo jestem związany z Peterem Parkerem. Z Batmanem czy Supermanem to inna sprawa. Jako dzieciak bardzo lubiłem oglądać filmy, w których się pojawiali. Tak naprawdę jest mi głęboko obojętne, skąd uzyskali swoje moce. Czy w wyniku wypadku, czy wskutek kosmicznego pochodzenia: wszystko jedno. Wolałem skupić się na samej historii, na scenariuszu. Co do Spider-Mana, to wydaje mi się, że w tej postaci najbardziej pociągające jest to, że ma najzwyklejsze, codzienne problemy, takie same jak większość widzów. Dysponuje pajęczymi zdolnościami, ale nie stać go na opłacenie czynszu. To dość nietypowy superbohater.

Niewiele brakowało, a nie wystąpiłbyś w "Spider-Manie 2". Miałeś, zdaje się, poważne problemy z kręgosłupem.

To nie tak. Wiem, że na ten temat narosło wiele plotek, chciałbym więc je sprostować. Nieprawdą jest na przykład, że uszkodziłem sobie kręgosłup na planie "Niepokonanego Seabiscuita". Problemy z plecami miewałem już wcześniej, nawet przed realizacją pierwszego "Spider-Mana". Konkretnie: od jakichś czterech lat. Czasami mój stan się polepszał, czasami pogarszał się do tego stopnia, że nie byłem w stanie się ruszyć. Po nakręceniu "Seabiscuita" czułem się naprawdę źle. Kiedy więc zobaczyłem scenariusz i storyboardy "Spider-Mana 2", z tymi wszystkimi scenami wymagającymi kaskaderskich sztuczek, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zacząłem się zastanawiać, jak ja sobie dam radę. Uważałem jednocześnie, że byłoby nie w porządku z mojej strony, gdybym zataił swoje obawy przed Samem (chodzi o Sama Raimiego, reżysera obydwu "Spider-Manów" - YCH) albo firmą ubezpieczeniową nadzorującą produkcję filmu. Wyobraź sobie: gdyby podczas kręcenia zdjęć coś mi się stało, agenci ubezpieczeniowi mieliby prawo powiedzieć: "No cóż, panie Maguire, wcześniej nic pan nie mówił, że pana plecy bolą". I cała odpowiedzialność za opóźnienie w produkcji "Spider-Mana 2" spadłaby na mnie. Nie muszę Ci tłumaczyć, że wiązałoby się to także z ogromnymi kosztami, jakimi na pewno by mnie obciążono. Na samym początku więc opowiedziałem o wszystkim Samowi. Odbyliśmy szereg narad z kaskaderami, po czym już podczas zdjęć okazało się, że... plecy w ogóle mi nie doskwierają. Co więcej, wszystko poszło o wiele łatwiej, niż w "jedynce". Mieliśmy po prostu większe doświadczenie, a także lepszy sprzęt: te wszystkie linki, uprzęże i siatki, których na ekranie nie widać. Przez cały okres realizacji "Spider-Mana 2" nie miałem najmniejszych nawet problemów ze zdrowiem.

W gotowym filmie znalazła się scena, w której Twój bohater trzyma się za plecy i jęczy. Czy to żart dotyczący plotek na temat Twojego kręgosłupa?

Nie wydaje mi się. To po prostu zbieg okoliczności, choć rzeczywiście muszę przyznać, że w tym kontekście scena zyskuje dodatkowe znaczenie. Sam chyba nawet nie był tego świadom, dopóki na planie nie spytałem go, czy chciał sobie zażartować z moich obaw. Zdziwił się trochę... ale scenę w filmie zachował.

Sam Raimi i Ang Lee to reżyserzy, którym udało się osiągnąć najciekawsze rezultaty w dziedzinie ekranizacji komiksów. Współpracowałeś z nimi obydwoma (Tobey Maguire zagrał w "Burzy lodowej" i "Przejażdżce z diabłem" Anga Lee - YCH). Jakie widzisz różnice w ich podejściu do pracy na planie?

Ang i Sam są zupełnie inni. Różnią się od siebie jak dzień od nocy. Podczas kręcenia zdjęć jeden i drugi ma w głowie gotowy film, ale Sam jest bardziej rozmowny, otwarty. Łatwiej go skłonić do wyjaśnienia, czego od Ciebie oczekuje. Ang z kolei wymaga, abyś to Ty odkryła, jakie są jego intencje. Tak długo będzie z Tobą pracował, tak długo cyzelował każdą scenę, aż będzie w stu procentach odpowiadała jego wymaganiom. Ponadto Sam wprowadza na plan więcej humoru, często rozładowuje atmosferę jakimś celnym dowcipem. A jednocześnie traktuje to, co robi, niezwykle poważnie. Pamiętam, że codziennie przychodził na plan w garniturze, chcąc pokazać, że traktuje z szacunkiem wszystkich ludzi, którzy z nim współpracują. Generalnie, mimo wszystkich dzielących ich różnic, uważam obydwu za świetnych filmowców i wspaniałych artystów.

Filmowy Peter Parker zmaga się ze swoim uczuciem do Mary Jane. Chciałby powiedzieć jej, że ją kocha, ale brak mu odwagi. Jak Ty byś sobie poradził w podobnej sytuacji?

Gdybym miał jakoś wyrazić swoje uczucia?

Gdybyś chciał powiedzieć jakiejś dziewczynie, że ją kochasz.

To zbyt osobiste pytanie.

Nie mam na myśli nikogo konkretnego. Raczej hipotetyczną sytuację typu; "co by było, gdyby". Pisałbyś miłosne liściki? Przynosiłbyś kawę do łóżka?

Sformułuję odpowiedź inaczej (śmiech): to wciąż jest zbyt osobiste pytanie (śmiech). Ale dzięki, podsunęłaś mi parę niezłych pomysłów.

Czy Spider-Man się ożeni?

Nie wiem.

A Tobey?

Czy Tobey się ożeni? Nie wiem, o co Ci chodzi.

Ech, myślałam, że Cię przyłapię i wyciągnę coś z Ciebie, ale nie dałeś się. Sprytny jesteś.

Dzięki, to miłe z Twojej strony (śmiech).

Mam wrażenie, że od czasów pierwszego "Spider-Mana" zrobiłeś się bardziej skryty, tajemniczy. Odbyliśmy całkiem sporo wywiadów, a dzisiaj dosłownie muszę Cię ciągnąć za język.

Tak naprawdę wciąż jeszcze nie oswoiłem się z tą gwałtowną sławą. Po premierze "jedynki" nie miałem pojęcia, co robić i jak się zachowywać. Widziałem swoją twarz na okładkach wszystkich czasopism, czytałem na swój temat artykuły - w większości nieprawdziwe... To nie jest normalne, kiedy jadę samochodem i nagle spostrzegam, że śledzą mnie trzy czy cztery wozy. Co wtedy: udawać, że się ich nie widzi, czy próbować je zgubić? Albo na przykład kiedy umawiam się z kimś na kolację, muszę uważnie wybierać stolik, bo na zewnątrz czai się piętnastu paparazzich. Uczę się z tym żyć, uczę się to ignorować, nadal jednak niektóre rzeczy budzą we mnie irytację. Dlatego postanowiłem za wszelką cenę chronić swoją prywatność - a także prywatność swoich najbliższych.

Pod tym względem przypominasz trochę Spider-Mana. On też stara się ustrzec swoich bliskich przed konsekwencjami swego zajęcia...

Nie do końca tak jest. Rzeczywiście, po pierwszym "Spider-Manie" ostrzegłem swoją rodzinę: "Słuchajcie, jeżeli zadzwoni do was ktoś, kogo nie znacie, i zacznie zadawać jakieś pytania, to najprawdopodobniej będzie to pismak z jakiegoś brukowca. Wtedy nie wdawajcie się w rozmowę i po prostu odłóżcie słuchawkę". Raz czy dwa istotnie doszło do takiej sytuacji, generalnie jednak moja popularność nie miała większego wpływu na życie mojej rodziny. Dziennikarze zostawili ich w spokoju i bardzo mnie to cieszy. A jeśli chodzi o porównanie ze Spider-Manem, to pamiętaj, że większość problemów Petera Parkera bierze się stąd, iż nikt oprócz niego nie wie, kim naprawdę jest Człowiek Pająk. Ciocia May, Harry Osborn i Mary Jane nie znają sekretu Petera. Moja rodzina zaś wie doskonale, czym się zajmuję. Dlatego uważam, że Twoje porównanie tylko do pewnego stopnia ma sens. Spider-Man i ja to dwie różne osoby.

Ty nie musisz się bić z superłotrami.

No właśnie. Poza tym moje problemy są bez porównania bardziej przyziemne. Potrafię na przykład wpaść w depresję tylko dlatego, że Lakersi przegrali mecz. Albo że zdjęcia na planie przeciągną się do późna i nie zdążę tego meczu obejrzeć.

Mam jednak wrażenie, że czymś jeszcze różnisz się od swojego bohatera. O ile Spider-Man coraz częściej paraduje bez maski, o tyle Ty się zamykasz, izolujesz od świata.

Jak już mówiłem, ma to związek z fotografami, którzy śledzą niemal każdy mój krok. Nie lubię stwarzać im ku temu okazji i dlatego unikam chodzenia na bankiety, na premiery filmowe. Czasami nie mam wyboru i rzeczywiście muszę pojawiać się na imprezach - na przykład teraz, kiedy biorę udział w promocji "Spider-Mana 2". Generalnie jednak nie pcham się przed obiektywy. Wolę spokojnie połazić po mieście.

Dla wielu zagorzałych fanów Spider-Man jest idolem i wzorem do naśladowania. A kto jest takim wzorem dla Ciebie?

Zacznijmy od tego, że według mnie dla każdego dziecka idolami powinni być jego rodzice. To kwestia wychowania, autorytetu... W moim przypadku zaś w grę wchodzi nie tyle wzorowanie się na kimś, co raczej szacunek, podziw dla pewnych cech charakteru. Mam w swoim otoczeniu osoby, które szczerze uwielbiam - właśnie za to, że są takie, jakie są.

A jaka cecha charakteru jest według Ciebie najbardziej godna naśladowania?

Lojalność. Zdecydowanie lojalność. Jeżeli powiem o kimś, że jest wobec mnie lojalny, to jest to największy komplement, na jaki mogę się zdobyć.



[Yola Czaderska-Hayek]